piątek, 3 stycznia 2014

Czarny humor

23.45 piątek 18.05.2012
                Jeszcze nikt nie wyprowadził mnie tak z równowagi jak zrobił to głos dobiegający z telefonu.  W głowie ciągle rozbrzmiewały mi niektóre słowa jakie usłyszałam.  Mimo wszystko za wszelką cenę chciałam się dostać do naszej klasy.  Istniała szansa, że Magda nie przemieniła się w istotę, która za chce cię tak mocno przytulić, że drobne rany typy ugryzienia to nic. Tak sobie pomyślałam  - ,,A może oni chcą tylko trochę czułości? I przy okazji zasmakować twojego ciała…’’. Eh. Czy ja kurczę zaczęłam żartować z sytuacji? Moje myśli mnie samą czasami przerażają. W międzyczasie gdy nawiedzały mnie te ,,chore” cosie, z szuflady wyciągałam rzeczy, które byłby potrzebne, m.in. dziesięć kunai, jakieś bandaże oraz sztylet tanto. Wszystko spakowałam do czarnej torby, którą zarzuciłam sobie na ramię a tanto od razu podałam Agacie.  Po drodze do wyjścia wstąpiłyśmy jeszcze do pokoju mojej towarzyszki, musiała wziąć jeszcze jakieś rzeczy.
                Prowadziłam samochód, a Agata przeglądała w tym czasie rzeczy, które ze sobą zabrała. Usilnie starałam jakoś uspokoić myśli. Bałam się tego co zobaczę, ale jeśli nie chciałam narazić Agaty na niebezpieczeństwo, za wszelką cenę musiałam się wyciszyć. Nie wiem czemu akurat w tym momencie przypomniałam sobie o tym dziwnym chłopaku z IIc. Zaczęłam się zastanawiać czy żyje.  Niby przeciętny, ale inny. I czemu akurat on zaczął chodzić mi po głowie? Potrząsnęłam głową. Musiałam się pozbyć tych myśli jak najszybciej.
                Do domu Moniki nie było daleko. Po jakiś 5 minutach byłyśmy już na miejscu. Mój wzrok omiótł ulicę. Dostrzegłam sześć truposzczaczków, które jakby nigdy nic włóczyły się po ulicy. Zwróciłam uwagę Agacie, a ta szybko wystrzeliła z procy w kierunku jednego z okien pobliskiego domu. Hałas zwrócił uwagę 5 z nich. Ten szósty musiał być strasznym uparciuchem i pewne za wszelką cenę chciał trochę czułości z naszej strony. Ja się zbytnio jednak tym nie przejęłam i mocniej nadepnęłam na pedał gazu  i z całej siły uderzyłam w niego. Usłyszałam trzask łamanych kości, a w mojej głowie rozległ się demoniczny śmiech ,,mwhahahaha’’. Powoli wycofałam i ominęłam ciało. Nie zamierzałam się odwracać.
                Zaparkowałyśmy na ulicy, ponieważ podjazd był już zajęty przez samochody osób, które jako jedyne miały prawko (hm sama go nie miałam, ale jakoś tak wyszło, że prowadzić już umiałam, ale skoro zaczęła się apokalipsa to chyba nikt nie będzie sprawdzał czy mam prawko) i związku z tym nie mogły pić na 18stce.    
                Wysiadłyśmy z auta. Byłam w pewnej gotowości na odparcie ataku tych słodkich istotek. Naszła mnie straszna ochota na czarny humor, ale co zrobić. Najchętniej pozabijałabym wszystko co się rusza i ma w stosunku do mnie i żywych ludzi wokół mnie wrogie nastawienie. Nie wiem co spowodowało tą całą zarazę, ale gdyby okazało się, że to jakiś człowiek. Oj… to wtedy lepiej niech mnie nie spotka, bo będzie miał ciężkie życie. Na ulicy mimo wszystko panował błogi spokój. Zadbane trawniki pięknie komponowały się z powybijanymi szybami i plamami krwi. Jednym słowem tak piękny krajobraz, że aż by się chciało zamieszkać w takiej sielskiej okolicy z elementami grozy. Czemu nie, komu przeszkadza trochę krwi i sąsiadów, którzy chcieli by cię zjeść. Chociaż przynajmniej żaden nie obgadywał by cię przed innym. Wystarczyło by załatwić jakieś miny w ogródku, system antyzombiakowy i można żyć.  Wracając do rzeczywistości. Razem z Agatą zajrzałyśmy przez okno domu Moniki. Sceneria jak z normalnej 18stki, czyli w skrócie krajobraz po popijawie. Jednak  impreza trwała dopiero dwie i pół godziny i tylko naprawdę zdolne osoby potrafiłby się spić tak mocno w tak krótkim czasie. Jedna krótka myśl ,, To nie alkohol’’.
                Spojrzałam na Agatę. Wiedziałyśmy, że dla większości tych znanych i lubianych przez nas osób jest już za późno.

1 komentarz: