Agata, wykończona płaczem, siedziała skulona
pod ścianą. Przytłoczona poczuciem winy nie zauważała upływu czasu. Nagle
zwróciła uwagę na tajemnicze kroki na korytarzu, chwyciła metalową nóżkę lampy
i podniosła się, gotowa do obrony. Niestety wycieńczenie i stres całego dnia w
tym momencie dały o sobie znać. Zachwiała się i dla utrzymania równowagi
przykucnęła na podłodze. W tym momencie zadzwoniła jej komórka.
-Halo, Agata?
~Wiktoria! Ktoś jeszcze tu jest!
-Jestem już w szpitalu. Gdzie ty jesteś do
cholery?
~Na oddziale wewnętrznym, w dyżurce na
parterze.
-Już tu jeste… Co do cholery?
~Co jest? Wiki, jesteś tam?
-Tak, tylko tutaj był ktoś jeszcze…
~Wiki! Uważaj! Jakiś czas temu na korytarzu
było bardzo głośno… Nie wiem co się tam działo…
-Cokolwiek to było, to najpierw trzeba cię
stąd wydostać.
~Obawiam się że się zaklinowałam… ustawiłam
barykadę za drzwiami, ale teraz nie potrafię jej przesunąć…
- No dobra. Czy w szpitalu znajdę coś, czym
mogę rozwalić drzwi?
~Umm…Wydaje mi się, że w składziku od
sprzątaczek są schowane toporki przeciwpożarowe.
- Dobra, zaraz wrócę.
Wiktoria rozejrzała się uważnie po korytarzu.
Ostrożnie przekraczając trupy ruszyła w głąb oddziału. Wypatrywała plakietki z
napisem ,,Pomieszczenie personelu”. Szybko natknęła się na poszukiwane drzwi.
Naciskając klamkę mruknęła pod nosem :
-Oczywiście zamknięte… - po czym cofnęła się o
krok i otworzyła drzwi gwałtownym kopniakiem. Toporki wisiały na ścianie, w
metalowej szafce ze szklaną szybką. Uniosła swoją katanę i jej rękojeścią
rozbiła szkło. Miecz umieściła w pochwie i chwyciła leżącą nieopodal szmatkę,
żeby nie skaleczyć sobie rąk o połamaną szybę. Wyjęła toporek i czym prędzej
pobiegła do Agaty. Zwróciła się do trupa, który był oparty o drzwi ,,więzienia’’
Agaty:
- Trzeba cię ruszyć kolego, tylko żadnych
gwałtownych ruchów.
Dziewczyna delikatnie zepchnęła go w bok.
Przystąpiła do głównej akcji, wcześniej krzycząc do koleżanki aby się odsunęła,
i rozpoczęła rąbanie drzwi. Po kilku minutach na jej szyję rzuciła się
podenerwowana Agata prosząc ją o wybaczenie.
~Wybacz mi! A to coś ciągle może tu być!
Przepraszam! Nie wiedziałam co robić! Mogłaś przeze mnie tu zginąć!
-Nie tak łatwo mnie zabić, Aga.
Agata otworzyła załzawione oczy i jej wzrok
padł na trupy walające się wokół. Zszokowana zachwiała się, zatoczyła do tyłu i
potknęła o jednego z nich.
~O mój Boże! Co to jest?!
-Spokojnie, potknęłaś się tylko o mojego
kolegę, którego musiałam przesuwać spod drzwi – powiedziała Wiktoria z nutką
żartu w głosie mając nadzieję na uspokojenie koleżanki.
Aga poderwała się na nogi i na wszelki wypadek
odsunęła się od ciał.
~Ty to wszystko zrobiłaś?!
-Nie, jak wpadłam do szpitala to one wszystkie
były już w takim stanie, łącznie z kolegą na drzwiach. Poza tym mają wyraźne
ślady po kulach w płacie czołowym. Ha, uważało się na lekcjach biologii!
~Jakim cudem możesz jeszcze żartować po tym co
się stało? Chwila… Co się tak właściwie stało?
-Do końca nie wiem co się dzieje, ale sądzę,
że dzieje się to w całym mieście, bo w naszym internacie wyeliminowałam już
takich trzech… a raczej dwóch i jedną. A żartować umiem, bo to pozwala mi się
skupić i nie myśleć o tym co robię. W końcu ten nasz znajomy odźwierny pewnie
miał jakąś rodzinę, a ktoś go zamordował z zimną krwią… nawet jeśli ten stał
się bezmózgim potworem.
~No właśnie, potworem… One ciągle mogą się tu
gdzieś kręcić, wynośmy się stąd!
Dziewczyny rozglądając się na boki ruszyły w
stronę wyjścia. Idąc, Wiktoria przyjrzała się Agacie.
-Patrząc na ciebie sądzę, że nie dasz rady
dalej biec.
~Obawiam się że masz rację…
-Mam pomysł! Ukradniemy samochód!
~Zwariowałaś? W biały dzień? Spod szpitala?!
-Biorąc pod uwagę stan mijanych dzisiaj przeze
mnie osobników, właściciel raczej się o niego nie upomni – rzuciła Wiktoria z
przekąsem.
~Mimo wszystko najpierw musiałybyśmy umieć go
otworzyć.
-Zobaczy się na miejscu.
Dziewczyny dotarły na parking. Przeszukując
go, trafiły tylko na jeden samochód, który mogłyby ,,pożyczyć”, niestety z
kierowcą w środku. Ostrożnie otworzyły drzwi szoferki.
-Proszę pani?
~Obawiam się że trup ci nie odpowie...
- Więc szanowna pani wybaczy, ale musimy
pożyczyć sobie pani auto – odezwała się Wiktoria chwytając trupa za ramiona i z
pomocą Agaty wyciągając go na zewnątrz. Dopiero po wyjęciu starszej pani
dziewczyny zauważyły plamy krwi na szalu i koszuli pokrzywdzonej. Agata
delikatnie odsunęła szal. Ich oczom ukazały się wyraźne ślady zębów.
Najwyraźniej staruszka szalem próbowała zatamować krwawienie, ale nie udało jej
się. Czuły lekkie opory do użycia samochodu, w którym przed chwilą ktoś umarł,
ale nie mając innego wyboru wsiadły do niego. Wiktoria mocno chwyciła
kierownicę i ruszyła z piskiem opon.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz