wtorek, 11 lutego 2014

Lustereczko, powiedz przecie czy wy wszyscy już gnijecie? (17.05.2012)

22.40 piątek, 18.05.12
[…]

Wtedy usłyszałyśmy pojękiwania… i przekleństwa. A zarażeni nigdy nie wymówili pojedynczego słowa…

Rzuciłyśmy się do drzwi, ale Wiki szybko cofnęła się, ciągnąc mnie do tyłu za rękaw. Położyła palec na ustach i powoli sięgnęła do klamki. Przypomniałam sobie, że w ciasnym korytarzu proca nieszczególnie mi się przyda i schowałam ją, wyciągając tanto. Wiki pokazała mi, że mam być gotowa zaprzeć się o drzwi, gdyby ktoś próbował je otworzyć, po czym delikatnie je uchyliła i poczekała na jakąkolwiek reakcję z wnętrza domu. Nic się jednak nie stało, więc rozchyliła je mocniej i zajrzała do środka, trzymając się jednak w pewnej odległości od drzwi. Wtedy przypomniałam sobie te wszystkie tanie horrory które dla zabawy oglądałam z bratem- zawsze gdy bohater zagląda przez dziurkę od klucza, traci oko w dość… efektowny sposób. Raz w komedio-horrorze (nie wiem kto uznał to za komedię…) gałka oczna pozostała przy drzwiach, nabita na nożyczki… Co z biologicznego punktu widzenia jest raczej idiotyczne- nie powinna raczej powoli wypłynąć?

W każdym razie Wiktorii nic nie przebiło oka. Przez chwilę uważnie wpatrywała się w szparę, po czym powoli otworzyła drzwi na całą szerokość. Weszłyśmy do lekko mrocznego korytarza, w którym po obu stronach ciągnęły się drzwi. Nie było tam okien- jedyne światło wpadało przez małe, matowe szybki drzwi wiodących do salonu, kuchni i gabinetu z biblioteczką (w każdym razie, Monika mówiła że to gabinet jej ojca, ale nigdy w nim nie byłam). Na podłodze korytarza leżały dwie osoby, Henio i Janek, nad partią szachów. Zawsze mówili, że zabawniej się w coś gra nie pamiętając zasad… Nawet z bliska Henio wyglądał normalnie, na po prostu pijanego, choć leżał w cieniu więc niewiele widziałam. Jednak Janek, leżący w plamie światła i oparty o poręcz schodów na piętro, wyglądał na chorego- błyszczał się od potu, a jego twarz zastygła w lekkim wyrazie bólu… Wiktoria lekko i zwinnie ominęła chłopaków w największej odległości, na jaką pozwalał korytarz, i skierowała się w stronę źródła jęków. Powoli i niepewnie podążyłam za nią, z żalem spoglądając na ciała. Wiedziałam jednak, że nie mogę nawet sprawdzić, czy żyją, bo nawet gdyby przeżyli, to prawdopodobnie już zachorowali.

Wtedy wyraźnie usłyszałam głos Daniela. Natychmiast skupiłam się na nim próbując zrozumieć pojedyncze słowa, ale byłam zbyt przestraszona- krew szumiała mi w uszach, a nawet gdy usłyszałam jakieś słowo, byłam zbyt zestresowana aby odcyfrować jego znaczenie. Poza kojącym głosem kolegi z klasy słyszałam też jęki… a potem odgłos wymiotowania. Wiktoria stała już pod drzwiami łazienki, znajdującymi się na końcu korytarza, i nasłuchiwała. Dołączyłam do niej i usłyszałam, jak Daniel ofiarowuje komuś szklankę z wodą i ręcznik, po czym robi łagodne wymówki… wymieniając imię Magdy. Wtedy ją usłyszałam- mamrocząc przysięgała, że wcale nie wypiła aż tak dużo. Badawczo spojrzałam na Wiki, chcąc zobaczyć jej reakcję na wiadomość, że jej najlepsza przyjaciółka żyje. Wiktoria była jednak wciąż skupiona, w jakby „postawie bojowej”. Rozglądała się dookoła, uważnie przyglądając się drzwiom do salonu, jakby chciała przewiercić je wzrokiem. Dała mi znak, żebym się przygotowała, wróciła pod drzwi łazienki i cicho zapukała. Usłyszałam głos Magdy, każącej „komukolwiek” iść na piętro i tam skorzystać z łazienki. Wiki sięgnęła jednak do klamki, szybko wpuściła mnie do środka i zamknęła za nami drzwi.

Była to całkiem duża łazienka, więc bez problemu zmieściliśmy się tam w cztery osoby. Magda siedziała na podłodze i jedną ręką opierała się o brzeg muszli klozetowej, w drugiej ręce trzymając ręcznik. Była blada i wyglądała okropnie. Daniel siedział na brzegu wanny trzymając szklankę i butelkę wody mineralnej. Oboje patrzyli na nas ze zdziwieniem. Daniel zaczął pytać, skąd się tam wzięłyśmy, ale Wiki szybko kazała mu milczeć, zamknęła łazienkę od środka i przyłożyła ucho do drzwi. Wtedy, lekko skonsternowany, pytająco na mnie spojrzał, otwierając już usta… Po czym szybko je zamknął, z niedowierzaniem i strachem patrząc na nas. Także Magda miała wyraz osłupienia na twarzy. Mój wzrok przyciągnęło wtedy duże lustro nad umywalką.

Zobaczyłam przestraszoną dziewczynę w wieku jakichś osiemnastu lat, która mimo niepewnej miny miała ciemne, harde spojrzenie. Była blada, a jej brązowe, potargane włosy powypadały z wysokiego kucyka i owinęły się w lekkie kędziorki dookoła twarzy. Jej ubranie było całe poplamione rozbryzgami krwi. Na ramionach miała mały, czarny plecak, a w ręce ostry sztylet o groźnie błyszczącym ostrzu.


[…]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz