22.40
piątek, 18.05.12
[…]
Wtedy usłyszałyśmy
pojękiwania… i przekleństwa. A zarażeni nigdy nie wymówili pojedynczego słowa…
Rzuciłyśmy się do
drzwi, ale Wiki szybko cofnęła się, ciągnąc mnie do tyłu za rękaw. Położyła
palec na ustach i powoli sięgnęła do klamki. Przypomniałam sobie, że w ciasnym
korytarzu proca nieszczególnie mi się przyda i schowałam ją, wyciągając tanto.
Wiki pokazała mi, że mam być gotowa zaprzeć się o drzwi, gdyby ktoś próbował je
otworzyć, po czym delikatnie je uchyliła i poczekała na jakąkolwiek reakcję z
wnętrza domu. Nic się jednak nie stało, więc rozchyliła je mocniej i zajrzała
do środka, trzymając się jednak w pewnej odległości od drzwi. Wtedy
przypomniałam sobie te wszystkie tanie horrory które dla zabawy oglądałam z
bratem- zawsze gdy bohater zagląda przez dziurkę od klucza, traci oko w dość…
efektowny sposób. Raz w komedio-horrorze (nie wiem kto uznał to za komedię…)
gałka oczna pozostała przy drzwiach, nabita na nożyczki… Co z biologicznego
punktu widzenia jest raczej idiotyczne- nie powinna raczej powoli wypłynąć?
W każdym razie
Wiktorii nic nie przebiło oka. Przez chwilę uważnie wpatrywała się w szparę, po
czym powoli otworzyła drzwi na całą szerokość. Weszłyśmy do lekko mrocznego
korytarza, w którym po obu stronach ciągnęły się drzwi. Nie było tam okien-
jedyne światło wpadało przez małe, matowe szybki drzwi wiodących do salonu,
kuchni i gabinetu z biblioteczką (w każdym razie, Monika mówiła że to gabinet
jej ojca, ale nigdy w nim nie byłam). Na podłodze korytarza leżały dwie osoby,
Henio i Janek, nad partią szachów. Zawsze mówili, że zabawniej się w coś gra
nie pamiętając zasad… Nawet z bliska Henio wyglądał normalnie, na po prostu
pijanego, choć leżał w cieniu więc niewiele widziałam. Jednak Janek, leżący w
plamie światła i oparty o poręcz schodów na piętro, wyglądał na chorego-
błyszczał się od potu, a jego twarz zastygła w lekkim wyrazie bólu… Wiktoria
lekko i zwinnie ominęła chłopaków w największej odległości, na jaką pozwalał
korytarz, i skierowała się w stronę źródła jęków. Powoli i niepewnie podążyłam
za nią, z żalem spoglądając na ciała. Wiedziałam jednak, że nie mogę nawet
sprawdzić, czy żyją, bo nawet gdyby przeżyli, to prawdopodobnie już
zachorowali.
Wtedy wyraźnie
usłyszałam głos Daniela. Natychmiast skupiłam się na nim próbując zrozumieć
pojedyncze słowa, ale byłam zbyt przestraszona- krew szumiała mi w uszach, a
nawet gdy usłyszałam jakieś słowo, byłam zbyt zestresowana aby odcyfrować jego
znaczenie. Poza kojącym głosem kolegi z klasy słyszałam też jęki… a potem
odgłos wymiotowania. Wiktoria stała już pod drzwiami łazienki, znajdującymi się
na końcu korytarza, i nasłuchiwała. Dołączyłam do niej i usłyszałam, jak Daniel
ofiarowuje komuś szklankę z wodą i ręcznik, po czym robi łagodne wymówki…
wymieniając imię Magdy. Wtedy ją usłyszałam- mamrocząc przysięgała, że wcale
nie wypiła aż tak dużo. Badawczo spojrzałam na Wiki, chcąc zobaczyć jej reakcję
na wiadomość, że jej najlepsza przyjaciółka żyje. Wiktoria była jednak wciąż
skupiona, w jakby „postawie bojowej”. Rozglądała się dookoła, uważnie
przyglądając się drzwiom do salonu, jakby chciała przewiercić je wzrokiem. Dała
mi znak, żebym się przygotowała, wróciła pod drzwi łazienki i cicho zapukała.
Usłyszałam głos Magdy, każącej „komukolwiek” iść na piętro i tam skorzystać z
łazienki. Wiki sięgnęła jednak do klamki, szybko wpuściła mnie do środka i
zamknęła za nami drzwi.
Była to całkiem
duża łazienka, więc bez problemu zmieściliśmy się tam w cztery osoby. Magda
siedziała na podłodze i jedną ręką opierała się o brzeg muszli klozetowej, w
drugiej ręce trzymając ręcznik. Była blada i wyglądała okropnie. Daniel
siedział na brzegu wanny trzymając szklankę i butelkę wody mineralnej. Oboje
patrzyli na nas ze zdziwieniem. Daniel zaczął pytać, skąd się tam wzięłyśmy,
ale Wiki szybko kazała mu milczeć, zamknęła łazienkę od środka i przyłożyła
ucho do drzwi. Wtedy, lekko skonsternowany, pytająco na mnie spojrzał,
otwierając już usta… Po czym szybko je zamknął, z niedowierzaniem i strachem
patrząc na nas. Także Magda miała wyraz osłupienia na twarzy. Mój wzrok
przyciągnęło wtedy duże lustro nad umywalką.
Zobaczyłam
przestraszoną dziewczynę w wieku jakichś osiemnastu lat, która mimo niepewnej
miny miała ciemne, harde spojrzenie. Była blada, a jej brązowe, potargane włosy
powypadały z wysokiego kucyka i owinęły się w lekkie kędziorki dookoła twarzy.
Jej ubranie było całe poplamione rozbryzgami krwi. Na ramionach miała mały, czarny
plecak, a w ręce ostry sztylet o groźnie błyszczącym ostrzu.
[…]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz