22:55 piątek 18.05.2012
Droga
do internatu zajęła nam więcej czasu niż wcześniej przypuszczałam. Powodem były
samochody stojące na środku drogi, które musiałam omijać. Przeraził mnie widok
ludzkich ciał wywleczonych niedbale z samochodów lub uwięzionych w swoich
własnych samochodach. Najchętniej w tym właśnie momencie zaszyłabym się w
jakimś przytulnym miejscu, z daleka od tych popapranych wydarzeń z ostatnich
godzin. Udawałam odważną a tak naprawdę bałam się. Bałam się o siebie, o moich
przyjaciół, nawet o mamę. Chociaż jak tylko potraktowała mnie rano w
poniedziałek, przepełniła mnie wściekłość. Po ślubie czułam, że przestałam się
dla niej liczyć. A może to była też moja winna. Zamiast jej pomóc odsunęłam się
od niej, a cały wolny czas poświęciłam na treningi, chociaż byłam jeszcze tylko
małą gówniarą. Uświadomiłam sobie jednak, iż możliwe jest, że już nigdy nie
dowiem się co było tak naprawdę powodem tego.
Dalszą
drogę starałam się już nie zaprzątać głowy takimi myślami i wysłuchać opowieści
Agaty o tym jak znalazła się ona w szpitalu. Opowiedziała mi o wszystkim: o
dziwnej chorobie jej przyjaciółki Klaudii, o próbach dodzwonienia się do
szpitala a szczególnie o hałasach na korytarzu. Jej opowieść sprawiła, że
zaczęłam się zastanawiać kim była osoba, która pojawiła się w szpitalu przede
mną, bo musiał tam być ktoś jeszcze. Było tyle trupów, wyglądających na
chorych, że nie było możliwości iż te ,,osoby” zostały zabite przez zombi. Obie
doszłyśmy do wniosku, że to musiał być ktoś świetnie posługujący się bronią
palną. Ja również opowiedziałam jej co mnie spotkało. Przekazałam jej jak na
moim treningu większość osób również wykazywała oznaki jakiejś dziwnej choroby,
zdziwienie jak zobaczyłam osobę mieszkającą w moim internacie, która chciała
się na mnie rzucić, strach jaki odczułam jak, nie dodzwoniłam się do żadnej
osoby po za nią. Kiedy jej to wszystko
opowiadałam, nie była to dla mnie zbyt przyjemna chwila. Czasami trudno mi było
znaleźć słowa, żeby to opisać. Zdałam sobie sprawę, iż nie ujrzę już osób z
mojego klubu, sensei’a. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Jakaś część
mnie kazała mi ruszać i pomóc osobom, na którym mi zależy nie bacząc na to
gdzie one mogą być. Jednak moja intuicja podpowiadał mi, że oni mogą już nie
żyć lub być potworami. Nie chciałam myśleć, że świat który kochałam ponownie
przestał dla mnie istnieć. Tym razem miał to być już koniec ostateczny, bo
nawet jeśli ludzkość by w jakimś stopniu przetrwała i wygrała by z tym czymś,
to świat nie byłby już taki sam. Owszem, po śmierci mojego taty też nie był,
ale było w nim coś co pamiętałam, coś co znałam. No i przede wszystkim nie
musiałam się bać, że zginę albo że ode mnie zależy życie mojej koleżanki ze
szkoły.
Właśnie
nasza wspólna droga do internatu oznaczała (przynajmniej dla mnie) walkę o
przetrwanie za wszelką cenę. Patrzyłam przed siebie nie wiedząc co nas czeka.
Wiedziałam jedno. Moim priorytetem od teraz stała się ochronna Agaty, dlatego
żeby ją obronić muszę wyzbyć się całego strachu jaki mnie wypełnia. Muszę stać
się nieustraszona i nie bać się oddać wszystkiego, żeby ją ocalić... Nie…nie
tylko ją. Muszę oddać wszystko, żeby ocalić nas. Nawet jeśli tym co oddam
będzie moje człowieczeństwo. Świat się zmienił, a jedyne co nam pozostało to
nadzieja. Takie było moje motto : ,,Jeśli
coś uparcie gaśnie, zaufaj iskierce nadziei’’. Właśnie w tej chwili przyda
mi się szczególnie. Nie będę miała skrupułów. Jeśli coś nam zagrozi,
wyeliminuję, nawet jeśli to będzie żywy człowiek, który też będzie chciał nas
zabić. Nie będę go przekonywać, że źle robi, że może przyłączyć się do nas.
Chociaż może dam mu jedną szansę. Tylko jedną. Po niej nie będzie litości.
Mój trening wreszcie się na coś przyda. Dziękuję Ci tato, braciszku, że wierzyliście we mnie, że to wy sprawiliście iż tak to pokochałam. Teraz mogę bronić tych na których mi zależy. Arigato a także sayonara, ponieważ istnieje szansa, że już mnie nie spotkasz Arturze – mój kochany bracie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz