piątek, 13 lipca 2012

Prolog Agaty 2


22.10 piątek, 18.05.2012
Niezapominajniku…
Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam, ale sama nie rozumiem co się dzieje. Ludzie dziwnie się zachowują. Jakby… nie byli już do końca ludźmi… Warczą i jęczą zamiast mówić… Jak Klaudia… Ale czy to wciąż była Klaudia?
A najgorsze jest to, że chyba wszyscy zamierzają mnie zabić. Nawet ona… coś się w niej zmieniło. Ona… Zachowywała się jak głodne, pobite zwierzę… Jak te zwierzęta w filmach dokumentalnych o walkach psów…

Nie pamiętam wszystkiego zbyt dokładnie… Świat jest dla mnie zamazany, nie ma sensu. To nie powinno się dziać! Nigdy! NIE TAK!

Mam wrażenie, że zaraz powinnam się obudzić. Że to tylko koszmar, że to tylko moja chora wyobraźnia. Ale jeśli nie? Czy teraz będę musiała znaleźć się w świecie pełnym niebezpieczeństwa i przemocy? W świecie, w którym ludzie zostali zastąpieni przez głodne bestie? W świecie, w którym nie ma prawie nikogo? Nie potrafię… nie będę mogła tego powtórzyć… Nie dam rady znowu… zabić…z kamienną twarzą… Ale nigdy, NIGDY nie mogę nic po sobie pokazać…

Patrzyłam na śmierć mojej przyjaciółki. I to ja wydałam na nią wyrok. Kto mi dał prawo? Jak mogę decydować komu można pozwolić na życie? Jak mogłam tak po prostu z niej zrezygnować? A jeśli to tylko przejściowe, a ja z tego bezmyślnego strachu nie pomyślałam, że mogę jej jeszcze pomóc?

Zaczęło się w czwartek, chyba około 16.30  po południu…
Klaudia zasnęła. Przynajmniej wydaje mi się, że spała. Zaczęła się rzucać przez sen. A potem jęczeć. Przestraszyłam się i próbowałam zadzwonić do szpitala, ale nie mogłam się dodzwonić. Jak teraz o tym myślę, to sieć musiała być przeciążona. Jakim cudem wszyscy dzwonili w tym samym czasie? Czy też zauważyli dziwną chorobę u swoich bliskich? Czy to możliwe, żeby całe Mroczki zostały w ciągu kilku godzin przez nią opanowane? Jak się przed tym bronić?

Klaudia… warczała przez sen… jej twarz była wykrzywiona z bólu. Potem zaczęła kaszleć i pluć krwią, choć wciąż wyglądała na śpiącą lub nieprzytomną. Przestraszyłam się, chyba przestałam myśleć. Postanowiłam pieszo pójść do szpitala. Jak mogłam zostawić ją tam bez opieki?
Był całkiem ładny dzień, dość ciepły jak na połowę maja, więc niewiele myśląc zamknęłam ją w pokoju, zabrałam komórkę i klucze i wybiegłam z internatu.

Biegłam. Tylko tyle pamiętam z następnych dwudziestu minut. Biegłam jakby zależało od tego moje własne życie. Jakby mój ból miał ulżyć przyjaciółce. Jakby cienka linia pomiędzy niepewnością a nazwą choroby była jedynym sensem mojego dotychczasowego życia. W dodatku… Klaudia pluła krwią. Jestem tego pewna. Słyszałam jej kaszel, widziałam plamy na poduszce. Jedyna choroba jaką znam powodująca takie zniszczenia w płucach… czy ja też jestem zarażona?

Wpadłam do szpitala. Dlaczego nie zatrzymałam się na chwilę? Dlaczego nie rozejrzałam się przy wejściu?
Dlaczego nie było recepcjonistek?...

Prolog Wiktorii 2


22:30, Niedziela 13.05.2012

            Nareszcie niedziela. Już tylko kilka godzin i wracam do mojego lepszego ,,domu”. Nie mam co ze sobą zrobić. Siedzę zamknięta w swoim pokoju, ponieważ nie mam zamiaru siedzieć z nimi. Żyję już spotkaniami ze znajomymi, nawet szkołą, ale najbardziej tęsknię chyba do mojej najlepszej przyjaciółki – Magdy. Znamy się od dziecka. Łączy nas prawie wszystko.
Wcześniej do mojego pokoju wpadła Kaśka – przybrana siostra. Jak zwykle rozwaliła się na moim łóżku i zaczęła opowiadać o swoim cudownym chłopaku dając mi jasno do zrozumienia, że mam się nie martwić, bo mnie też kiedyś ktoś zechce. Z trudem ją wyrzuciłam. Chyba pójdę się położyć. Im wcześniej zasnę, tym wcześniej będę wśród znajomych.

19:35, poniedziałek 14.05.2012
           
            Dzisiaj wstałam bardzo wcześnie. Okazało się, że moja mama już nie spała tylko po to, żeby mnie pożegnać. Przynajmniej miałam taką nadzieję. Tak naprawdę chodziło o to, żeby wesprzeć Kaśkę przed jakimś konkursem. Na całe szczęście przez całe 40 minut drogi autobusem do internatu i szkoły Kaśka powtarzała do tego czegoś. Jeśli jej się uda wygrać, to przez resztę życia (a przynajmniej dopóki nie wyjadę na studia) będę musiała o tym słuchać. Pierwsze co zrobiłam po przyjeździe to skierowałam swoje kroki na drugie piętro, żeby odłożyć rzeczy i położyć mój skarb - katanę - na specjalny stojak. Była ona jedną z niewielu rzeczy, które dostałam od taty a raczej, które ocalały. Nie chce mi się teraz o tym pisać. Może kiedyś opowiem o tym. Magdy jeszcze nie było, ale ona zwykle przyjeżdża na ostatnią chwilę. Wychodząc z pokoju zobaczyłam Marka z IIa. Pewnie był u swojej dziewczyny – Zuzi.
Dzisiejszy dzień zapowiadał się doskonale. Na drugiej lekcji pan oddawał sprawdziany z rozszerzonego wosu. Mimo moich wcześniejszych obaw dostałam 4. Jestem z siebie dumna, ponieważ nie lubię wosu, a to rozszerzenie wybrałam tylko, dlatego że jest na nim przedmiot elementy prawa, które są moim ulubionym przedmiotem.
Dzisiaj na korytarzy widziałam tego tajemniczego chłopaka z IIc. Maciek mu chyba było. Stał oparty o ścianę. Słyszałam, że nie utrzymuje on zbytnich kontaktów z klasą. Nie wiem czemu zwróciłam na niego uwagę. Może dlatego, że jako jedyny z całej szkoły jest zawsze sam. A może to przykuło moją uwagę, że jest przeciętny z wf (dowiedziałam się tego od mojego przyjaciela z klasy ,,c’’-Pawła) co kłóci się z jego wyglądem. Często nie ma go też w szkole. Nikt nie wie czemu tak jest. Dobra, koniec zastanawiania się i rozwiązywania zagadek jego życia. A po za tym miałam dzisiaj sprawdzian z chemii. Mam gdzieś jak to napisałam. Ten przedmiot nie jest dla mnie ważny. Czas odrobić lekcje.



16:00, Wtorek 15.05.2012

            Monika organizuje w czwartek o 16:00 imprezę urodzinową. Zbieram się razem z Agatą i Danielem na pendrive. Poprosiłam ich również o to, żeby reprezentowali mnie na urodzinach, bo ja niestety o tej godzinie w każdy czwartek mam zajęcia w kubie kendo. Lubię te lekcje, ale akurat nie czekam tak bardzo na kolejne, ponieważ bardzo chciałam iść do Moniki.
Mój humor poprawił się trochę jak Magda zaproponowała mi wypad do miasta, aby wybrać prezent, który ona wręczy Monice. Oczywiście musiała mi przypomnieć o podarunku, który dostałam od niej na moje urodziny. Były to obcisłe krótkie, czarne spodenki, czerwona bluzka do tego czarna kamizelka. Wręczyła mi go z tekstem, że teraz mogę się bawić w prawdziwego ninje.

19:30
            Wreszcie w internacie. Magda strasznie mnie wymęczyła na tych zakupach. Nie zbyt przepadam za chodzeniem po sklepach i kupowaniem nowych rzeczy. Niestety moja przyjaciółka lubi to znacznie bardziej ode mnie. Myślałam, że już nigdy nie wrócimy, ale na szczęście znalazła spódniczkę, o której kilka razy opowiadała Monia. Eh. Jutro mam ważny sprawdzian z historii. Chcąc nie chcąc muszę się w końcu pouczyć. No nic kończę na dzisiaj moje wypociny, bo po dzisiejszej walce ze sklepami nie mam już nic siły.

16:00 środa 16.05.2012

            Dzisiaj na szóstej lekcji Klaudia, przyjaciółka Agaty, źle się poczuła. Pan Kluczyk wysłał ją do domu. Wyglądało na to, że kolejna osoba nie przyjdzie na jutrzejsze urodziny Moniki. Co do sprawdzianu z historii nie był aż taki trudny. Zdarzyło się coś ciekawego na jednej z dzisiejszy przerw. Przez przypadek zostałam popchnięta przez tego dziwnego chłopaka z klasy ,,c’’. Wyglądało, że się gdzieś spieszył. Chociaż szczerze powiedziawszy co mnie to obchodzi.

16:30 czwartek 17.05.2012

            Od 30 minut byłam na treningu i od 30 minut trwały urodziny Moni (moje myśli zapisałam znacznie później, ale godzinę postanowiłam dać tak, w której pojawiły się moje myśli). Byłam strasznie rozkojarzona. Nie wykonywałam takich ruchów drewnianym bokkenem , jakie kazał wykonywać sensei. Zauważyłam, że część osób źle się czuje. Większości nie było. Sam sensei nie wyglądał na zdrowego. Czułam, że coś jest nie tak. No bo przecież zwykła grypa, wirus czy cholera wie co, w jednym czasie nie atakuje tylu osób…

Prolog Agaty


22.50 niedziela, 13.05.2012
Drogi Niezapominajniku!
Niewiele się dzisiaj działo. Dopiero wieczorem, który mama i tata mieli wolny, zrobiliśmy fondue i obejrzeliśmy Piratów z Karaibów IV. Ta część była gorsza od poprzednich, ale to wciąż ci sami Piraci, więc byli, jak zwykle, genialni :D
Szkoda tylko, że Szymon siedzi na studiach. Zadzwonił w trakcie filmu do taty, mówił, że przestali grzać w ich bloku i można teraz odkręcić te ich stare, cieknące grzejniki. Rodzice chcą pojechać do jego mieszkania w czwartek, bo oboje mogą wtedy wziąć wolne, a lokatorzy Szymona będą wtedy na zajęciach. Brat ma nieszczególnie duże mieszkanie, więc nie zmieszczą się w nim i lokatorzy, i rodzice bez przeszkadzania sobie nawzajem.


19.30 poniedziałek, 14.05.2012
Drogi Niezapominajniku!
Ech, no i z powrotem tłuc się autobusem o 7.00… Tym razem ten idiota Tomek z Ia MUSIAŁ usiąść akurat za mną i całe 20 minut kopać w siedzenie… Rozumiem takie zachowanie u sześciolatka, ale u siedemnastolatka?! Ten facet naprawdę działa mi na nerwy. Szkoda, że rodzice wolą jechać o 7.30 do szpitala i zabierają mnie samochodem tylko w wyjątkowych sytuacjach, bo o tej godzinie nie miałabym czasu podrzucić torby do internatu.

Wchodząc na drugie piętro internatu wpadłam na Klaudię. Nie wierzę ile ta kobieta nosi toreb! Zazwyczaj była trochę później niż ja, więc nie widziałam jak męczy się z trzema torbami na raz. Zabrałam od niej jedną (w końcu sama noszę tylko poręczną, średnią walizkę) i zaniosłyśmy je do naszego pokoju. Przy drzwiach Klaudia mało nie wpadła na Marka z IIa wychodzącego z pokoju Zuzi i Pauliny, numer 2.06, czyli tuż obok naszego. Ech, on i Zuzka to naprawdę papużki nierozłączki, chyba się do siebie przykleili :P

Mimo nienajlepszego startu w autobusie wciąż miałam świetny humor (śniło mi się coś o walce rapierami pomiędzy załogami statków kosmicznych :D ). Do czasu… drugiej lekcji. Do rozszerzenia z biologii, na którym pani oddawała sprawdziany. Mam tróję z układu pokarmowego. Problem w tym, że jeśli chcę zdawać maturę z bioli, nawet czwórka to za mało. No i tego samego dnia mieliśmy jeszcze sprawdzian z chemii, całe szczęście podstawowej… Przynajmniej tutaj jestem pewna, że dobrze mi poszło.


15.20 wtorek, 15.05.2012
Drogi Niezapominajniku!
Monika organizuje w czwartek imprezę o 16.00. Powiedziała, że skoro i tak w piątki ¾ klasy wyjeżdża z internatu i wraca do domu, łatwiej zrobić urodziny w czwartek. Zbieramy się z Danielem i Wiki na pendrive. Wiktoria prosiła, żeby ją „reprezentować”, bo ma w czwartki zajęcia. Szkoda.

O 16.00 idę z Danielem kupić pendrive. Może kupimy Monice jakąś bombonierkę?

19.10
Na rynku spotkaliśmy Janka, Roberta i Henia. Okazało się, że też szukali prezentu we trzech. Oni chyba wszędzie razem chodzą. Niesamowite, jakim cudem ciągle są najlepszymi przyjaciółmi mimo, że bez przerwy skaczą sobie do gardeł. No cóż, chyba można faceta nazwać przyjacielem dopiero, gdy porządnie pobije się z nim na korytarzu :D
Robert pytał, czy będziemy w sobotę i niedzielę na jakiejś imprezie w Mroczkach. Przypomniałam mu, że mieszkam w internacie i przynajmniej na dwa dni wolałabym wrócić do domu, a Daniel stwierdził, że się zastanowi. Mimo to przez następne kilka minut Robert ciągle tylko o tym mówił i próbował go przekonać. Dowiedziałam się wszystkiego co się da o tańcach z ogniem, na których i tak mnie nie będzie...
W każdym razie, chłopaki mieli problem ze znalezieniem czegoś, więc poradziłam im kupienie jednej z tych zabawnych koszulek z pingwinami w Tamizie (to taki sklepik z akcesoriami i ubraniami młodzieżowymi niedaleko rynku, zawsze można tam znaleźć coś dla siebie- całe szczęście nie uważają tam, że rozmiary kobiece kończą się na „s”). Po około dziesięciu minutach znowu nas znaleźli i zaciągnęli do Tamizy, żebym im powiedziała jaki Monika nosi rozmiar. Skończyło się na tym, że musiałam znaleźć odpowiednią koszulkę, wcisnąć im do rąk i zaprowadzić ich do kasy :D Wygląda na to, że nienajlepiej czuli się w damskiej połowie sklepu (wśród wiszących za załomem sklepu piżam i bielizny :P)

Gdy w końcu znaleźliśmy ulubione czekoladki Moni (te nadziewane wiśniami), Daniel odprowadził mnie do internatu i sam wrócił do domu. A właśnie, nie napisałam jeszcze, że Daniel mieszka w Mroczkach. To dlatego poszliśmy po prezent dopiero o czwartej. Musiał wrócić do domu na obiad, bo nie musi korzystać ze szkolnej stołówki. Szczęściarz, jedzenie na stołówce nie jest złe, ale to nie to samo co w domu.


19.10 środa, 16.05.2012
Drogi Niezapominajniku!
Klaudia źle się dzisiaj czuła na szóstej lekcji i pan Kluczyk wysłał ją do pokoju. Ma szczęście, że szkoła jest niemal zlepiona z internatem, wystarczy przejść przez tylne wejście i furtkę. To najwyżej 20 metrów i schody na drugie piętro, ale i tak mnie z nią wysłał. A co tam, aż tak mi na polskim nie zależy.

Około 16.20 Zuzia z IIc przyszła do mnie po zeszyt z chemii. Doszła do wniosku, że biol-chem będzie miał dokładne notatki także z podstawy. Wiedziała też, że mieliśmy w poniedziałek sprawdzian, a oni mają go dopiero w piątek, więc pytała o zadania. A co mi tam, podałam je jej. Przecież i tak musi się tego sama nauczyć, a na sprawdzianie była większość zagadnień z lekcji, więc niewiele jej to dało. Obiecała jutro oddać zeszyt.


15.45 czwartek, 17.05.2012
Drogi Niezapominajniku!
Klaudia znowu źle się czuła. Podobno ma gorączkę i dreszcze, biedactwo. Niestety ojciec może po nią przyjechać dopiero jutro rano. Nie chcę, żeby zostawała sama, więc nie pójdę do Moniki. Trochę szkoda, ale nawet Moni powiedziała, że wolałaby mieć u siebie wszystkich, niestety przez następne dwa tygodnie mamy tyle sprawdzianów, że nie jest w stanie przełożyć przyjęcia. Żadna z nas nie chce zostawiać Klaudii na cały wieczór bez opieki, zwłaszcza przykutej do łóżka.
Połowa klasy wyglądała dzisiaj na niewyspaną. Mówili, że od wczorajszego wieczora paskudnie się czują. Pewnie zarazili się czymś od Klaudii. Tylko czekać, jak ja zacznę kaszleć, w końcu to ja mieszkam z nią w pokoju.
Monika zdecydowała się jednak nie odwoływać imprezy.

Jest jeszcze przed czwartą, ale Klaudia chyba zasnęła i nie wiem co ze sobą zrobić. Miałam nadzieję, że przynajmniej na chwilę zajmiesz moje myśli. Martwię się o nią, chyba jest z nią coraz gorzej. Kaszlała, a teraz strasznie niespokojnie śpi.

Prolog Wiktorii


Życie toczące się zwykłym biegiem. Nikt by nigdy nie pomyślał, że rzeczywistość może się zmienić. Z dnia na dzień więcej zła. Przyszło mi żyć w takiej krainie. Chociaż w głębi duszy mogłam być taka sama. Przepełniona złem. Myśląca tylko o władzy, pieniądzach, byciu najlepszym, z przepełnionym ego. Wystarczyło jedno wydarzenie, które odmieniło głębokie wnętrze mojej duszy. Wystarczyło tylko, żeby świat, który znam przestał istnieć
***
            Mroczki – dziura z bardzo dobrym liceum a także najlepszym otwartym jak dotąd klubem kendo w Polsce. Muszę jednak powiedzieć, że mieszkanie w internacie w tej dość małej miejscowości jest dla mnie w pewnym sensie ucieczką od domowego życia. Od śmierci taty i ponownego wyjścia z mąż mojej mamy ciągle uciekam. Nienawidzę ojczyma. Nie dostrzegam z jego strony żadnej chęci nawiązania jakiejkolwiek nici porozumienia ze mną. Od momentu pojawienia się w domu jego i jego ukochanych dzieciaczków (przeze mnie nazywanych bachorkami), jestem tam nikim. Zamknięta w swoim świecie z kataną, książkami i marzeniami. Powroty w weekendy są najgorsze. Czasami zazdroszczę mojemu starszemu bratu. On nie musi wracać. Może zostać we Wrocławiu na swoich ukochanych studiach. Pociesza mnie myśl, że za jakiś czas dołączę do niego.
Nigdy nie sądziłam, że moje myśli wylądują na papierze. W pewnym sensie nie chciałam ich zapisać. A może nawet się bałam. Chociaż muszę powiedzieć, że to mi trochę pomogło.