piątek, 13 lipca 2012

Prolog Wiktorii


Życie toczące się zwykłym biegiem. Nikt by nigdy nie pomyślał, że rzeczywistość może się zmienić. Z dnia na dzień więcej zła. Przyszło mi żyć w takiej krainie. Chociaż w głębi duszy mogłam być taka sama. Przepełniona złem. Myśląca tylko o władzy, pieniądzach, byciu najlepszym, z przepełnionym ego. Wystarczyło jedno wydarzenie, które odmieniło głębokie wnętrze mojej duszy. Wystarczyło tylko, żeby świat, który znam przestał istnieć
***
            Mroczki – dziura z bardzo dobrym liceum a także najlepszym otwartym jak dotąd klubem kendo w Polsce. Muszę jednak powiedzieć, że mieszkanie w internacie w tej dość małej miejscowości jest dla mnie w pewnym sensie ucieczką od domowego życia. Od śmierci taty i ponownego wyjścia z mąż mojej mamy ciągle uciekam. Nienawidzę ojczyma. Nie dostrzegam z jego strony żadnej chęci nawiązania jakiejkolwiek nici porozumienia ze mną. Od momentu pojawienia się w domu jego i jego ukochanych dzieciaczków (przeze mnie nazywanych bachorkami), jestem tam nikim. Zamknięta w swoim świecie z kataną, książkami i marzeniami. Powroty w weekendy są najgorsze. Czasami zazdroszczę mojemu starszemu bratu. On nie musi wracać. Może zostać we Wrocławiu na swoich ukochanych studiach. Pociesza mnie myśl, że za jakiś czas dołączę do niego.
Nigdy nie sądziłam, że moje myśli wylądują na papierze. W pewnym sensie nie chciałam ich zapisać. A może nawet się bałam. Chociaż muszę powiedzieć, że to mi trochę pomogło. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz