poniedziałek, 26 listopada 2012

Poszukiwanie (17.05.2012)

22:45 piątek 18.05.2012

  
     Sięgnęłam po komórkę i powoli zaczęłam wybierać numery. Nikt się nie odezwał. Prócz jednej osoby – Agaty. Poczułam taką ulgę. Dowiedziałam się, że zamknęła się w jakimś gabinecie w szpitalu uciekając przed hordą żywych trupów. W szpitalu? Kazałam się jej zabarykadować i powiedziałam, że jak tylko zabiję wszystko co będzie w szpitalu zadzwonię do niej. Rozłączyłam się. Chwyciłam moją katanę, tą którą dostałam od ukochanego taty. Otworzyłam drzwi. Przede mną stał jeden z tych potworów. Nie czułam już strachu. Teraz kierowała mną wściekłość, że ktoś śmiał naruszyć porządek świata jaki do tej pory istniał. Zabiłam wszystkich z internatu, których spotkałam na swojej drodze.  Nawet jeśli przez ułamek chwili wydawało mi się, że zabijam osoby, które dobrze znałam. Nie zatrzymałam się, bo moim celem było uratowanie Agaty.


Zauważyłam a raczej miałam hipotezę, że ci ,,ludzie’’ kierują się słuchem. Droga do szpitala nie była zła. Nie spotkałam żadnego z nich na swojej drodze. Biegłam jak szalona. Bałam się, że mogę przybyć za późno.

W tamtej chwili powróciły do mnie wspomnienia taty. Jak razem się bawiliśmy. To, że byliśmy szczęśliwą rodziną. Jeździł ze mną i bratem wszędzie gdzie chcieliśmy. Żadna niedziela nie była nudna. Przypomniałam sobie jak dostałam ukochaną katanę, która teraz spoczywała w mojej ręce. Jak życzył  mi, żebym kiedyś była najlepsza. Chociaż powiedział mi później, że i tak będę najlepsza. Pojawiło się też wspomnienie jak mój brat wciągnął mnie w ten świat, jak tylko tata nie miał nic przeciwko, bo wiedział, że sobie poradzę. Najgorsze z tych wspomnień, z tych myśli było jednak to, że zobaczyłam oczami umysłu ten dzień, w którym zginął. Ten cholerny dzień. Musiał wtedy wsiąść do auta i jechać po ten cholerny prezent dla córki jego kolegi (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że stanie się ona moją przybraną siostrą). Pogoda była wtedy straszna. Dowiedziałam się, że na samochód taty wpadł jakiś pijak. Nawet jeśli by zdążył, ojciec nie umiał wyhamować. Wyrzuciło go na drzewo. W szpitalu robili wszystko, żeby mu pomóc. Nie udało się. Wtedy świat, który znałam, przestał istnieć. Wybiegłam ze szpitala. Nikt nawet nie próbował mnie zatrzymać. Na dworze moje łzy zlały się z deszczem. Miałam tylko czternaście lat, a już straciłam ojca. Później był pogrzeb, składanie kondolencji, nieprzespane noce. Prócz brata w tym czasie była przy mnie tylko Magda i Paweł. Ponad rok później nastąpiło wesele mojej matki z najlepszym przyjacielem mojego taty. Nie umiałam tego przyjąć do wiadomości. Mój umysł zaprzątały myśli, że gdyby Kaśka nie miała urodzin, to tata ciągle by żył. Od tych wydarzeń stałam się obca w moim domu. Nie miałam już tam czego szukać. Nie był to już azyl. Teraz zaczęła się liczyć tylko szkoła oraz zajęcia w klubie kendo.

Otrzeźwiło mnie dopiero dotarcie do szpitala. A moje myśli zajęło teraz coś innego, a mianowicie to, że przy szpitalu nie spotkałam nikogo z nich… może zacznę nazywać to coś innego inaczej. Zombi. W końcu życie zaczęło przypominać coś w rodzaju horroru. W szpitalu moją uwagę przykuły trupy zombi leżące na podłodze. Trochę ich było. Z kataną gotową do ataku podeszłam do jednego z nich i nachyliłam się nad nim. Wiem to było głupie, ale silniejsze ode mnie.

W głowie właśnie tej istoty była dziura ledwie widoczna, ale widoczna. Jakby ktoś strzelił im wszystkim dokładnie w środek czaszki. Zastanawiałam się kto mógł aż tak dokładnie wycelować w tak krótkiej chwili i strzelić tak precyzyjnie. Nie było to teraz jednak najważniejsze. Teraz liczyła się tylko Agata. Sięgnęłam więc po komórkę i wybrałam numer. Ani trochę nie przestałam być przy tym ostrożna. Mimo, że u moich stóp leżały zabite bestie, to nie wiadomo czy nie znajdowało się ich tutaj więcej. Odetchnęłam z ulgą, gdy Agata odebrała, gdy usłyszałam jej głos.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Odcięcie (17.05.2012)

22.20 piątek, 18.05.2012
[…]
Zaczęłam cofać się w stronę wejścia, zapatrzona w drzwi szeroko otwartymi oczami.

Drzwi szerzej się uchyliły.

Nie wytrzymałam napięcia, odwróciłam się i pobiegłam. Zapomniałam o bólu, zapomniałam o napięciu. Byłam tylko ja, moja panika i nieznani mi ludzie, którzy na moich oczach rozszarpywali ciała innych lekarzy i pacjentów.

Po kilku sekundach doznałam uczucia płynięcia. Czas dla mnie zwolnił, słyszałam każde uderzenie moich butów o linoleum, czułam każdy haust powietrza przepływający przez moje płuca, każdy ruch mięśni i potarcie skóry o materiał ubrań, widziałam każde odbicie światła lamp w klamkach mijanych drzwi. Zauważałam najmniejsze szczegóły otoczenia. Czułam mrowienie w palcach, jakby całe ciało przeszywał mi prąd.
Przypomniałam sobie jeden z pokoi, które sprawdzałam na początku. Był to pokój dyżurującego lekarza, tuż przy wejściu na oddział. W pędzie wślizgnęłam się do niego, zamknęłam drzwi i zaczęłam szukać drogi ucieczki.

Okna były zakratowane.

 Szuranie rozlegało się teraz na korytarzu, momentami słyszałam kroki i pomrukiwania tuż za drzwiami dyżurki. Przycupnęłam przy drzwiach i znalazłam klucz na półce regału na książki. Gdy kroki na chwilę się oddaliły, przekręciłam klucz i zaczęłam nasłuchiwać, czy szmer zamka zwrócił uwagę kanibali.

Wtedy rozległy się głośne dźwięki rocka tuż przy mnie. Dopiero po chwili zrozumiałam co się dzieje. Szybko wyciągnęłam komórkę z kieszeni i odebrałam, przede wszystkim po to, aby przestała hałasować.

Po chwili rozpoznałam głos w słuchawce. Wiktoria! Wydawała się równie ucieszona z dodzwonienia się do mnie jak ja z usłyszenia znanego głosu. Fala ulgi rozlała się po moim umyśle, ale nie pozwoliłam jej się opanować. Czas na ulgę będę miała, gdy stąd ucieknę.
Wiki pytała, czy wszystko u mnie w porządku. Schowałam się jak najdalej od drzwi, pod biurkiem, i szeptem wytłumaczyłam jej gdzie jestem. Powiedziałam jej też, że wszyscy w szpitalu powariowali i mordują się nawzajem. Zdziwiła się, co robię w szpitalu, ale postanowiła, że wszystkiego się dowie gdy tu dotrze. Kazała mi zabarykadować drzwi i znaleźć jakąś broń, a potem siedzieć cicho i się nie wychylać. Obiecała, że będzie tu za trochę ponad kwadrans i rozłączyła się.

Spojrzałam na zegarek. Była 17.15. To miało być długie piętnaście minut.

 Podpełzłam do drzwi i zaczęłam nasłuchiwać. Gdy uznałam, że te istoty (nie potrafię już nazwać ich ludźmi) są wystarczająco daleko, popchnęłam biurko w stronę drzwi i dodatkowo zaparłam ich górną połowę przechylonym regałem na książki opartym o stolik do kawy. Meble zaklinowały się o siebie nawzajem, więc zostałam zupełnie odcięta. Nawet nie wiem, czy byłabym w stanie odsunąć tą barykadę od drzwi. Przypomniałam sobie, że w składziku na rzeczy sprzątaczek widziałam kiedyś toporek przeciwpożarowy. Zaczęłam żałować że go tu nie mam, mogłabym go użyć do otwarcia drzwi, a nawet do obrony. W tym momencie przypomniałam sobie drugie zalecenie Wiktorii- broń.

Rozejrzałam się po dyżurce. Nie było tu żadnych ostrych rzeczy ani noży, którymi mogłabym się bronić. Po dłuższych poszukiwaniach postanowiłam rozłożyć lampę, która stała wcześniej na biurku. Półmetrowa, metalowa nóżka nie była najbardziej wyrafinowaną bronią, ale na zbudowanie czegoś lepszego mogłam nie mieć czasu.

W tym momencie zwróciłam uwagę na hałasy na korytarzu. Oraz mocne uderzenie w drugą stronę drzwi.
Odwróciłam się w ich stronę gotowa do ataku, ale barykada wyglądała na nienaruszoną. Hałasy i wrzaski narastały, ale brzmiały one nieludzko, bardziej jak wściekły warkot psów niż krzyki ludzi. Słychać było odgłosy walki i jakieś dziwne odgłosy, jakby kliknięcia? Po chwili już było po wszystkim. Nie słychać było już żadnych wrzasków ani biegania.

Spojrzałam na zegarek. Wiktorii nie miało przecież jeszcze być, nawet ona nie mogłaby przebiec całej drogi w dziesięć minut. Z kim w takim razie walczyły te stworzenia?

I czy ja chcę to wiedzieć? Jaką mogę mieć pewność, że mnie też nie zaatakuje?

Stałam wpatrzona w drzwi, nasłuchując jakichkolwiek oznak życia po drugiej ich stronie. Czekając na Wiktorię…

Wtedy zdałam sobie sprawę, że mogłam popełnić jeden z najgorszych błędów w moim życiu. Nie dość, że siedzę zamknięta w środku szpitalu pełnego świrów, to jeszcze ściągnęłam tu Wiktorię! Przecież nawet jej umiejętności walki niewiele jej pomogą, jeśli będzie zmęczona po biegu i bez żadnej broni! A to, co było w stanie zamordować czternaście świrów w ciągu jakiejś minuty wciąż może tu być…

Przerażona osunęłam się na podłogę. Jeśli Wiki coś się stanie… z mojego powodu… Nie byłam w stanie dłużej powstrzymywać emocji i stresu ostatniej godziny. Trzęsąc się ze strachu, bólu i wyrzutów sumienia zwinęłam się w kłębek i zaczęłam płakać.

sobota, 10 listopada 2012

Pierwszy wpis do pamiętnika


23:10 czwartek, 17.05.2012

Drogi pamiętniku, dzienniku... Czy coś w tym stylu...

Jestem Tina i jestem mondrom i inteligenentnom blondynkom i jestem bardzo wyskoka... Znaczy wysoka i uadna. Mam uadne i durze niebiezkie oka, a znajomii muwiom, że mam jakieś ajkju ponirzej zera, co chyba jest komplemenentem. Wyszyscy muwiom mi, że jestem barydzo uadna i hóda jak... eee... chiba jak sztacheta, co chyba też komplemenentem było...

No dobra... Jaja jajami, ale teraz tak na serio... Siedzę w jakimś ciemnym pomieszczeniu w nieznanym mi miejscu. Fakt faktem jestem jako tako uzbrojona, ale co z tego, jak wokół jest pełno czegoś, co z wyglądu przypomina ludzi, ale zachowuje się jak... Jak zwierzęta. Jestem tu sama, ponieważ mojego przyjaciela rozszarpały te stwory... Mam tu trochę jedzenia i znalazłam jakiś pusty zeszyt, i latarkę, a że siedzę tu już... Eee... No... Trochę... Mniejsza z tym... Zaczęło mi się nudzić, więc zaczęłam pisać coś w stylu pamiętnika... Nie wiem jak pisze się coś takiego, więc ten kto to czyta (czytasz to tylko dlatego, bo prawdopodobnie już nie żyję i nie mam jak zabrać ci tego badziewia), niech nie ma do mnie pretensji, że to jakoś dziwnie napisane jest...

Chyba zacznę od przedstawienia się... Nie, nie mam na imię Tina, ani nie mam IQ poniżej zera... Mam na imię Ambrellia, ale znajomi mówią mi Ambrella (tak, wiem że Umbrella to parasol...). Jestem niską dziewczyną, która ma krótkie brązowe włosy, brązowe oczy i jest strasznie blada. IQ mam chyba dość wysokie (o ile pamiętam, to dostawałam dość dobre oceny w szkole), choć przez moje wydurnianie się ludzie myślą, że jestem jakaś upośledzona (ale to szczegół ;P). Hmm... Nie mam pojęcia co by jeszcze o sobie napisać... Hmm... Lubię rock, metal i punk... Mam skłonności sadystyczne (ale tym bym się zbytnio nie przejmowała xD). Uwielbiam horrory i... Johnnego Deppa. Jestem uzależniona od gier komputerowych i książek. Potrafię kręcić kulami (eee... Tymi na łańcuchu... Tak dla jasności...), rzucać nożami i strzelać z różnorodnej broni palnej.

No... To chyba na tyle jeśli o mnie chodzi. Teraz może opiszę moją rodzinkę.
Matka jest kucharką (bardzo lubi eksperymentować z przyprawami... Nie powiem... Jak na razie wszystko jej wychodzi). Często woła mnie do pomocy przy gotowaniu i uczy mnie coraz to nowych rzeczy. To właśnie po niej mam oczy (jeśli chodzi o włosy, to szczerze powiem, że nie wiem po kim mam... Rodzice mają ciemne, a ja mam w miarę jasne). Ojciec jest informatykiem (po nim mam charakterek... Plus, minus niektóre cechy). Gdy ojciec miał naście lat, dziadek nauczył go strzelać (dziadek był wojskowym... Nic więcej nie mogę o nim napisać... Zmarł przed moimi narodzinami z niewyjaśnionych przyczyn), a ojciec z kolei nauczył tego mnie. Aktualnie mamy w domu mały „arsenał”. Często jeździmy razem na strzelnicę (niestety bardzo często konkurujemy ze sobą). Mam jeszcze siostrę (Anitę) i szwagra (Damiana). Anita aktualnie studiuje psychologię. Zapewne jest to rzadkością między rodzeństwem, ale bardzo dobrze się rozumiemy. Anita jest starsza o 10 lat i wyższa o jakieś 20cm (mam 156cm). Uwielbia rzucać nożami. Gdy miałam jakieś 10 lat, zaczęła mnie tego uczyć. Damian natomiast woli kule (choć też potrafi rzucać nożami) i oczywiście to właśnie on nauczył mnie nimi kręcić. Często bierze udział w fireshowach (o tym później). Ostatnio namówił mnie, żebym też wzięła w tym udział... I ja głupia oczywiście musiałam się zgodzić... Teraz tego żałuję... Ech... No dobra mniejsza z tym.

I to tyle... Zastanawiam się czy ktoś jeszcze przeżył... Czy przeżyła choć jedna osoba z mojej rodziny... Mam nadzieję, że tak. Teraz jednak zastanawiam się czemu zgodziłam się na przyjazd do tego zadupia (sorry, jeśli kogoś obraziło to określenie, ale tak się składa, że to właśnie tu zaczęły się wszystkie moje problemy... No dobra może nie wszystkie, ale jednak ten najbardziej dobijający i przede wszystkim widoczny dla wszystkich)...

30.08.2011 Analiza raportu



30.08.2011          18:00 UTC+2:00                 Mroczki
Dziś otrzymałem skrócony raport od Grupy Alfa 4-15 wchodzącej w skład 4 kompani 7 pułku specjalnego z przeprowadzenia operacji o pseudonimie ,,Maria” (na szczęście pominęli fragment na temat przygotowań wywiadu i przebiegu początkowej fazy akcji, jako bezpośredni dowódca kompani brałem udział w przygotowaniach, swoją drogą ciekawy pomysł kryptonimu Maria, od Marii Curie-Skłodowskiej, a pomysł na transport ludzi w pojemnikach na zużyte paliwo nuklearne, inwencja moich ludzi zaczyna mnie powoli zadziwiać ), o treści:

,,26.08.2011o godzinie 4:13 czasu lokalnego 35 km na północny-wschód od miasta P’ungsan w Korei Północnej 4 osobowa grupa Alfa 4-15 w składzie starszy szeregowy Amik, szeregowy Zdzich, szeregowy Alin pod dowództwem sierżanta Bjorna wraz z grupą 5 Południowo Koreańskich komandosów z 3 pułku specjalnego wspieranych przez zespół snajperski Omikron 4-11 w składzie szeregowy Duch i starszy szeregowy Luneta zaatakowała zakłady biologiczne im. Kim Ir Sena. Dzięki zastosowaniu tłumików dźwięku oraz wsparciu snajperskiemu żołnierzom udało się dostać do kompleksu od stron północnej (oddział Alfa 4-15) oraz północno-zachodniej (oddział koreański) bez wszczynania alarmu. Dodatkowo atak uprościła gęsta dżungla rosnąca wokół kompleksu. Zespół snajperski Omikron 4-11 zajął się zabezpieczeniem tyłów oddziałów walczących wewnątrz. Po unieszkodliwieniu strażników wewnątrz budynku oraz systemu zabezpieczeń, a także pojmaniu 5 naukowców nadzorujących badania i prowadzących ich czołowe fazy (wg. danych wywiadu z dnia 22.08.2011), o godzinie 4:21 czasu lokalnego grupa Alfa 4-15 zajęła się kopiowaniem danych z serwera głównego, a także zebraniem próbek pozostawionych przez naukowców. Co dziwne 4 naukowców zamiast uciekać przed naszymi siłami powitało ich z radością, przyczyną tego dziwnego zachowania było to iż 4 z 5 naukowców wbrew danym naszego wywiadu to nie byli naukowcy Koreańscy, a Europejczycy (2 Polaków, Niemiec oraz Francuz) porwani w czasie prowadzenia badań nad wybuchem epidemii nieznanego wirusa w jednej z Koreańskich wiosek, oficjalna wersja wydarzeń przestawiona przez rząd Korei Północnej podawała że helikopter który podróżowali z lotniska do wioski uległ awarii i rozbił się w dżungli, szczątki przesłane rodzinom naukowców niestety nie nadawały się do identyfikacji za wyjątkiem małych fragmentów (wyciętych ze skóry naukowców). Pozostały Koreański naukowiec (szef badań) został odurzony środkami narkotycznymi i przygotowany do transportu na obszar ewakuacji. Identyfikacja naukowców nastąpiła poprzez połączenie się z centralnym systemem wywiadowczym i porównaniem ich danych z ich wersją wydarzeń, zdjęć, oraz cech szczególnych.  W tym czasie 3 osoby z oddziału koreańskiego przebrały się w umundurowanie strażników przy punkcie kontrolnym przed laboratorium oraz uprzątnęła ciała, a pozostała część oddziału zajęła stanowiska w pokoju kontrolnym głównym ochrony gdzie obserwowała cały budynek oraz miała dostęp do systemu zabezpieczeń. O godzinie 4:47 czasu lokalnego zgodnie z danymi wywiadu (z dnia 22.08.2011) przez oddział ochrony kompleksu (1 oficer i 7 żołnierzy uzbrojonych w broń automatyczną), przeprowadzona została cykliczna kontrola szczęśliwie odział koreańskich komandosów dobrze odegrał swoją rolę, a hasło (HN7FS13554VX44) przekazane nam przez wywiad (z dnia 22.08.2011) okazała się prawidłowe. Oficer kontrolujący chciał dodatkowo porozmawiać z naukowcami co zagroziło całej operacji na szczęście jeden z polskich naukowców który wcześniej otrzymał duże uprawnienia od władz kompleksu (co jak się okazało było planem ucieczki naukowców, na marginesie bez szans powodzenia) poinformował (nowego jak się jak potem zostaliśmy przez niego poinformowani, pierwszy dzień służył na tym obiekcie) oficera. O godzinie 5:24 czasu lokalnego wszystkie czynności zabezpieczenia danych i próbek zostały zakończone, zespół snajperski Omikron 4-11 oraz oddział koreański został poinformowany o rozpoczęciu procedury opuszczenia budynku. O godzinie 5:30 czasu lokalnego oddział opuścił kompleks i udał się w stronę ukrytej ciężarówki którą miał dotrzeć do obszaru ewakuacji znajdującego się około 158 km jazdy po wyboistych drogach na południowy-wschód. I tym razem wywiad dobrze spełnił swoją rolę, oddziały, a także naukowcy, próbki, oraz reszta wyposażenia zostali pozamykani w specjalnie zmodyfikowanych pojemnikach do przewozu zużytego paliwa nuklearnego. Na miejscu kierowcy zasiadł szósty komandos koreański pochodzący z w/w oddziału specjalnego, nie biorący udziału w akcji w budynku (aby nie został rozpoznany przez zdjęcia z kamer) pomimo kilku kontroli, wywiad i tym razem się nie pomylił, dotarliśmy na miejsce bez wzbudzania podejrzeń, choć okazało się że około 30 minut po wyruszeniu naszej grupy w stronę wybrzeża zostały odkryte ślady naszej operacji. Po dotarciu obszar na ewakuacji odkryte zostało prawdziwe przeznaczenie pojemnika na odpady nuklearne, władze Korei Północnej zatapiają odpady nuklearne w Morzu Japońskim, sam pojemnik został zbudowany szczelnie jako pojemnik mający przetrwać ciśnienie panujące na głębokości do 2500 m pod poziomem morza, oraz wyposażony w system odnawiania zawartości tlenu opartego na Nadtlenku Sodu. Ilość tego pierwiastka wystarcza na 3 dni oddychania przez 15 osób. System uruchamiał się automatycznie po zanurzeniu zbiornika. Dopóki zbiornik pozostawał na lądzie pozostawał rozszczelniony, po zanurzeniu automatycznie się uszczelniał. Sam zbiornik również posiadał ukryty pod fałszywymi częściami opancerzenia system wypornościowy pozwalający utrzymać się mu na głębokości 300 m pod poziomem morza oraz również podobnie ukrytą małą śrubę napędową pozwalającej utrzymać się w miejscu do czasu dotarcia po nich japońskiego atomowego okrętu podwodnego (była to zmodyfikowana amerykańska jednostka typu 688, zakupiona przez Japończyków 10 lat temu, specjalnie przygotowana do tej operacji) Wakizashi.  Grupa dotrwała na miejsce z powodu fatalnego stanu infrastruktury drogowej Korei Północnej dopiero o godzinie 23:14 czasu lokalnego. Kierowca po zdaniu pojazdu zdołał dołączyć do reszty oddziału przebywającego w pojemniku, dokonał tego powołując się na obowiązek sprawdzenia pojemnika po transporcie, żołnierz po zobaczeniu stosownego dokumentu (podrobionego przez nasz wywiad) mu na to pozwolił, a sam w między czasie oddalił się do dyżurki, po wcześniejszym umówieniu się z domniemanym kierowcą iż po dokonaniu kontroli opuści on teren portu. Po około 20 minutach od dotarcia kierowcy do zbiornika, ciężarówka ruszyła kierowana, przez obsługę portu do doków i ,,pojemnik” został załadowany na statek. 27.08.2011o godzinie 1:18 czasu lokalnego statek wypłynął z portu po około 90 minutach pojemnik został wrzucony do morza, wszystkie systemy zadziałały poprawnie. Po około 5 godzinach pojemnik został wzięty na hol przez Wakizashi. Po kolejnych 13 godzinach oddział dotarł do japońskiej miejscowości Nagano. W tym miejscu został rozdzielony: siły polskie, naukowcy, dane i próbki zostały helikopterem CH-47F Chinook odtransportowane na japońskie lotnisko wojskowe skąd zostały zabrane przez Lockheed C-130 Hercules (ofiarowany nam w ramach bezzwrotnej pożyczki na cele wojskowe, przez rząd amerykański) po ponad 20 godzinach lotu oddział dotarł do bazy w Polsce, a komandosi powrócili do swojej bazy. Atak odbył się bez strat po stronie atakujących. Trwa analiza danych.”
 Koniec raportu

Ciekawe, zachodni naukowcy, wszyscy są związani z badaniami nad wirusami, rząd Korei bardzo wiele ryzykował porywając ich. Oby tylko nie był to przejaw czegoś nad czym nie zdołamy zapanować. Jutro jadę do kwatery głównej, zobaczymy z czym mamy do czynienia, a teraz wypadałoby pomyśleć co powiedzieć żołnierzom, odwalili kawał dobrej roboty, należy i się za to niezła premia.
Koniec wpisu.