23.45 piątek 18.05.2012
Jeszcze
nikt nie wyprowadził mnie tak z równowagi jak zrobił to głos dobiegający z
telefonu. W głowie ciągle rozbrzmiewały
mi niektóre słowa jakie usłyszałam. Mimo
wszystko za wszelką cenę chciałam się dostać do naszej klasy. Istniała szansa, że Magda nie przemieniła się
w istotę, która za chce cię tak mocno przytulić, że drobne rany typy ugryzienia
to nic. Tak sobie pomyślałam - ,,A może
oni chcą tylko trochę czułości? I przy okazji zasmakować twojego ciała…’’. Eh.
Czy ja kurczę zaczęłam żartować z sytuacji? Moje myśli mnie samą czasami
przerażają. W międzyczasie gdy nawiedzały mnie te ,,chore” cosie, z szuflady wyciągałam
rzeczy, które byłby potrzebne, m.in. dziesięć kunai, jakieś bandaże oraz
sztylet tanto. Wszystko spakowałam do czarnej torby, którą zarzuciłam sobie na
ramię a tanto od razu podałam Agacie. Po
drodze do wyjścia wstąpiłyśmy jeszcze do pokoju mojej towarzyszki, musiała
wziąć jeszcze jakieś rzeczy.
Prowadziłam
samochód, a Agata przeglądała w tym czasie rzeczy, które ze sobą zabrała.
Usilnie starałam jakoś uspokoić myśli. Bałam się tego co zobaczę, ale jeśli nie
chciałam narazić Agaty na niebezpieczeństwo, za wszelką cenę musiałam się
wyciszyć. Nie wiem czemu akurat w tym momencie przypomniałam sobie o tym
dziwnym chłopaku z IIc. Zaczęłam się zastanawiać czy żyje. Niby przeciętny, ale inny. I czemu akurat on
zaczął chodzić mi po głowie? Potrząsnęłam głową. Musiałam się pozbyć tych myśli
jak najszybciej.
Do domu
Moniki nie było daleko. Po jakiś 5 minutach byłyśmy już na miejscu. Mój wzrok
omiótł ulicę. Dostrzegłam sześć truposzczaczków, które jakby nigdy nic włóczyły
się po ulicy. Zwróciłam uwagę Agacie, a ta szybko wystrzeliła z procy w
kierunku jednego z okien pobliskiego domu. Hałas zwrócił uwagę 5 z nich. Ten
szósty musiał być strasznym uparciuchem i pewne za wszelką cenę chciał trochę
czułości z naszej strony. Ja się zbytnio jednak tym nie przejęłam i mocniej
nadepnęłam na pedał gazu i z całej siły
uderzyłam w niego. Usłyszałam trzask łamanych kości, a w mojej głowie rozległ
się demoniczny śmiech ,,mwhahahaha’’. Powoli wycofałam i ominęłam ciało. Nie
zamierzałam się odwracać.
Zaparkowałyśmy
na ulicy, ponieważ podjazd był już zajęty przez samochody osób, które jako
jedyne miały prawko (hm sama go nie miałam, ale jakoś tak wyszło, że prowadzić
już umiałam, ale skoro zaczęła się apokalipsa to chyba nikt nie będzie sprawdzał
czy mam prawko) i związku z tym nie mogły pić na 18stce.
Wysiadłyśmy
z auta. Byłam w pewnej gotowości na odparcie ataku tych słodkich istotek.
Naszła mnie straszna ochota na czarny humor, ale co zrobić. Najchętniej
pozabijałabym wszystko co się rusza i ma w stosunku do mnie i żywych ludzi
wokół mnie wrogie nastawienie. Nie wiem co spowodowało tą całą zarazę, ale
gdyby okazało się, że to jakiś człowiek. Oj… to wtedy lepiej niech mnie nie
spotka, bo będzie miał ciężkie życie. Na ulicy mimo wszystko panował błogi
spokój. Zadbane trawniki pięknie komponowały się z powybijanymi szybami i
plamami krwi. Jednym słowem tak piękny krajobraz, że aż by się chciało
zamieszkać w takiej sielskiej okolicy z elementami grozy. Czemu nie, komu
przeszkadza trochę krwi i sąsiadów, którzy chcieli by cię zjeść. Chociaż
przynajmniej żaden nie obgadywał by cię przed innym. Wystarczyło by załatwić
jakieś miny w ogródku, system antyzombiakowy i można żyć. Wracając do rzeczywistości. Razem z Agatą
zajrzałyśmy przez okno domu Moniki. Sceneria jak z normalnej 18stki, czyli w
skrócie krajobraz po popijawie. Jednak
impreza trwała dopiero dwie i pół godziny i tylko naprawdę zdolne osoby
potrafiłby się spić tak mocno w tak krótkim czasie. Jedna krótka myśl ,, To nie
alkohol’’.
Spojrzałam
na Agatę. Wiedziałyśmy, że dla większości tych znanych i lubianych przez nas
osób jest już za późno.