niedziela, 28 kwietnia 2013

"Zrzekam się" (17.05.2012)


22.28 piątek, 18.05.2012
[…]
Niecierpliwie czekałam aż dojedziemy do internatu. Co chwilę sprawdzałam godzinę na moim zegarku, który dostałam poprzedniego roku na gwiazdkę od rodziców… Dlaczego akurat teraz, gdy postanowiłam wziąć się w garść, muszę to sobie przypominać? Teraz nawet sobotni ranek, ostatni dzień kiedy ich widziałam, wydaje się równie odległy jak tamte święta…

Dzięki ciągłemu sprawdzaniu zegarka nawet teraz pamiętam, że dojechałyśmy pod szkołę o 17.57, a pod drzwiami stanęłyśmy dokładnie o 18.00. Z jednej strony, trzy minuty na dotarcie na 2 piętro to dużo, ale biorąc pod uwagę ile szalonych uczniów spotkałyśmy po drodze, uwinęłyśmy się z nimi całkiem szybko…

Uwinęłyśmy… to tak beznamiętnie brzmi… nie potrafię jednak znaleźć odpowiednich słów aby opisać uczucie miażdżenia czyjejś czaszki metalowym prętem, aby opisać dźwięk ciała upadającego na posadzkę czy widok krwi powoli uciekającej z ciała… To było zbyt nierealne. Szczególnie ta krew… Rozlewała się powoli, zbyt powoli… Jakby chciała jak najdosadniej pokazać mi ulatujące życie… Życie, które własnoręcznie odebrałam…

Ale… broniłam się. Bez względu na ból rąk, bez względu na strach na widok nadbiegających następnych chorych, bez względu na…

Odrażające poczucie władzy.

Naprawdę to napisałam? Chcę to zmazać. Chcę to ukryć. Chcę, aby te słowa na zawsze opuściły karty mojego pamiętnika. Chcę, aby znikając, zabrały ze sobą to okropne uczucie.

Ale nie zrobię tego.

Te słowa, których nigdy nie odważę się powtórzyć, pozostaną tutaj. Będą moją kotwicą. Będą przypomnieniem, kim jestem i co zrobiłam. Będą już na zawsze moim przyznaniem się do winy i jedyną granicą dzielącą mnie od szaleństwa. Tak łatwo byłoby bez nich stać się jak te bestie… Zabijać dla samego zabijania. Krzywdzić w imię władzy. Ale, będąc przyznaniem, że mogę się taka stać, jednocześnie mnie od tego powstrzymują. Gardzę nimi, choć są tak pociągające. Odwracam się od nich, ale już zawsze będą za mną podążać.

Cieszę się, że tu są. Pozwalają mi iść dalej i zachować człowieczeństwo w tym przeklętym mieście. Tak trudno ci to opisać, Niezapominajniku… Wiedz jednak, że sama obecność tych słów daje mi poczucie bezpieczeństwa. Daje mi wiarę, że nie stanę się potworem. Czy potwór wiedziałby, że jest zły? Czy szaleniec zdaje sobie sprawę z własnego szaleństwa?

Wiem, co zrobiłam. Zabiłam.

Wiem, co wtedy czułam. Władzę.

I zrzekam się jej.

Pogodziłam się z jej istnieniem. Rozumiem, że czeka na mnie i pozwalam jej czekać. Nie zaprzeczam jej wpływowi na mnie. Ale nie stanie się ona dla mnie celem. Moim celem będzie ochranianie innych i własne przeżycie. Jeżeli ta władza pomoże mi w tym zadaniu, pozwolę jej na to. Lecz będzie niczym więcej jak narzędziem.

Wiem, że nie mogę się już nazwać „dobrym człowiekiem”. Ale nie dbam o to. Jeżeli walka o ludzi, których spotkałam i którzy na mnie liczą wymaga poświęcenia własnych ideałów, to do piekła z nimi. Od momentu wybuchu tego przeziębienia, przez mniej niż dwa dni widziałam więcej okrucieństwa niż przez poprzednie niemal osiemnaście lat. Wdarło się na ulicę, wdarło się do szpitala, wdarło się do domów rodzinnych. Nie mogę od niego uciec. Mogę jednak wykorzystać je do czegoś więcej.

Mogę sprawić, żeby miało sens.

I zrobię to. Ty, Niezapominajniku, zapamiętaj moje słowa. Zapamiętaj moje winy, zapamiętaj moje wyznanie i zapamiętaj moją obietnicę.

Jesteś moim jedynym powiernikiem. Być może, w przyszłości, odważę się to komuś powiedzieć. Być może kiedyś ktoś wykradnie ten sekret od ciebie. Jakkolwiek by nie było, mam nadzieję, że ty, który poznałeś moją tajemnicę, znajdziesz dla mnie jakieś okoliczności łagodzące. Mam nadzieję, że w twoich oczach nie jestem potworem. Mam nadzieję, że gdy czytasz ten Niezapominajnik, zdążyłam już choć po części wyrównać swój rachunek ze Śmiercią- choć zabijam, chcę, aby to pozwoliło kilku innym osobom zachować życie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz