22.28
piątek, 18.05.2012
[…]
Niecierpliwie
czekałam aż dojedziemy do internatu. Co chwilę sprawdzałam godzinę na moim
zegarku, który dostałam poprzedniego roku na gwiazdkę od rodziców… Dlaczego
akurat teraz, gdy postanowiłam wziąć się w garść, muszę to sobie przypominać?
Teraz nawet sobotni ranek, ostatni dzień kiedy ich widziałam, wydaje się równie
odległy jak tamte święta…
Dzięki ciągłemu
sprawdzaniu zegarka nawet teraz pamiętam, że dojechałyśmy pod szkołę o 17.57, a
pod drzwiami stanęłyśmy dokładnie o 18.00. Z jednej strony, trzy minuty na
dotarcie na 2 piętro to dużo, ale biorąc pod uwagę ile szalonych uczniów
spotkałyśmy po drodze, uwinęłyśmy się z nimi całkiem szybko…
Uwinęłyśmy… to tak
beznamiętnie brzmi… nie potrafię jednak znaleźć odpowiednich słów aby opisać
uczucie miażdżenia czyjejś czaszki metalowym prętem, aby opisać dźwięk ciała
upadającego na posadzkę czy widok krwi powoli uciekającej z ciała… To było zbyt
nierealne. Szczególnie ta krew… Rozlewała się powoli, zbyt powoli… Jakby
chciała jak najdosadniej pokazać mi ulatujące życie… Życie, które własnoręcznie
odebrałam…
Ale… broniłam się.
Bez względu na ból rąk, bez względu na strach na widok nadbiegających
następnych chorych, bez względu na…
Odrażające poczucie
władzy.
Naprawdę to
napisałam? Chcę to zmazać. Chcę to ukryć. Chcę, aby te słowa na zawsze opuściły
karty mojego pamiętnika. Chcę, aby znikając, zabrały ze sobą to okropne
uczucie.
Ale nie zrobię
tego.
Te słowa, których
nigdy nie odważę się powtórzyć, pozostaną tutaj. Będą moją kotwicą. Będą
przypomnieniem, kim jestem i co zrobiłam. Będą już na zawsze moim przyznaniem
się do winy i jedyną granicą dzielącą mnie od szaleństwa. Tak łatwo byłoby bez
nich stać się jak te bestie… Zabijać dla samego zabijania. Krzywdzić w imię
władzy. Ale, będąc przyznaniem, że mogę się taka stać, jednocześnie mnie od
tego powstrzymują. Gardzę nimi, choć są tak pociągające. Odwracam się od nich,
ale już zawsze będą za mną podążać.
Cieszę się, że tu
są. Pozwalają mi iść dalej i zachować człowieczeństwo w tym przeklętym mieście.
Tak trudno ci to opisać, Niezapominajniku… Wiedz jednak, że sama obecność tych
słów daje mi poczucie bezpieczeństwa. Daje mi wiarę, że nie stanę się potworem.
Czy potwór wiedziałby, że jest zły? Czy szaleniec zdaje sobie sprawę z własnego
szaleństwa?
Wiem, co zrobiłam.
Zabiłam.
Wiem, co wtedy
czułam. Władzę.
I zrzekam się jej.
Pogodziłam się z
jej istnieniem. Rozumiem, że czeka na mnie i pozwalam jej czekać. Nie
zaprzeczam jej wpływowi na mnie. Ale nie stanie się ona dla mnie celem. Moim
celem będzie ochranianie innych i własne przeżycie. Jeżeli ta władza pomoże mi
w tym zadaniu, pozwolę jej na to. Lecz będzie niczym więcej jak narzędziem.
Wiem, że nie mogę
się już nazwać „dobrym człowiekiem”. Ale nie dbam o to. Jeżeli walka o ludzi,
których spotkałam i którzy na mnie liczą wymaga poświęcenia własnych ideałów,
to do piekła z nimi. Od momentu wybuchu tego przeziębienia, przez mniej niż dwa
dni widziałam więcej okrucieństwa niż przez poprzednie niemal osiemnaście lat.
Wdarło się na ulicę, wdarło się do szpitala, wdarło się do domów rodzinnych.
Nie mogę od niego uciec. Mogę jednak wykorzystać je do czegoś więcej.
Mogę sprawić, żeby
miało sens.
I zrobię to. Ty,
Niezapominajniku, zapamiętaj moje słowa. Zapamiętaj moje winy, zapamiętaj moje
wyznanie i zapamiętaj moją obietnicę.
Jesteś moim jedynym
powiernikiem. Być może, w przyszłości, odważę się to komuś powiedzieć. Być może
kiedyś ktoś wykradnie ten sekret od ciebie. Jakkolwiek by nie było, mam
nadzieję, że ty, który poznałeś moją tajemnicę, znajdziesz dla mnie jakieś
okoliczności łagodzące. Mam nadzieję, że w twoich oczach nie jestem potworem.
Mam nadzieję, że gdy czytasz ten Niezapominajnik, zdążyłam już choć po części
wyrównać swój rachunek ze Śmiercią- choć zabijam, chcę, aby to pozwoliło kilku
innym osobom zachować życie…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz