23:16 czwartek, 17.05
Ja... Pomyślałam, że napiszę jak to wszystko się dla mnie
zaczęło. Więc...
Było to bodaj miesiąc temu. Chyba 18.04 w środę (wiem, że
to środa, bo sprawdziłam w kalendarzu na fonie...). Przyjechała do mnie
przyjaciółka (Basia). Chciałyśmy zrobić sobie mały seans filmowy. Mamy trochę
odmienne zdanie jeśli chodzi o filmy... Ona lubi bardziej komedie romantyczne
(za którymi ja osobiście nie przepadam, ale ok...), więc się trochę o to
pokłóciłyśmy. Przerwał nam przyjazd Anity i Damiana. Trochę dziwnie się
zachowywali. Po przywitaniu się Damian powiedział, że ma pewną propozycję... Zapewne
posłałam mu wtedy moją minę w stylu WTF? Ale pewna nie jestem... Opowiedział
mi, że organizują 18.05 – 20.05 CBF (Czochraj Bobra Fest – festiwal, na którym
występują kapele rockowe, metalowe i punkowe. Można tam też posłuchać i
potańczyć do dubstepu, oglądać fireshow i wiele innych ciekawych atrakcji).
Powiedział, że odbywa się to w Mroczkach (wtedy pierwszy raz dowiedziałam się,
że istnieje wogule taka miejscowość...) i że potrzebują jeszcze jednej osoby do
fireshowu (kręcenia płonącymi kulami, plucie ogniem, itd.). Wtedy chyba
powiedziałam, że rodzice nie pozwolą mi jechać, bo szkoła jest, a on musiał
oczywiście mi taką poradę dać, że pożal się Boże... Powiedział, żebym ich
przekonała (co zapamiętałam do dziś, bo mnie to trochę zirytowało).
Po zaproponowaniu mi tej... Propozycji? Chcieli jechać, ale
że nie pasowało mi to, że przyjechali tylko po to, by mi to przekazać (mają do
mnie jakieś 2 godziny jazdy... Przecież mogli zadzwonić nie?), zapytałam Anitę
o co im tak właściwie chodzi. Anita powiedziała, że nowiny przekazali już
rodzicom... Powiedziała, że jest w ciąży! Jeśli mam być szczera to przyznam, że
przez dobra kilka minut nie wiedziałam co powiedzieć. Zamurowało mnie po
prostu… Pomyśleć, że miałam zostać ciocią! W tym momencie byłam szczęśliwa jak nigdy
xD. Jeszcze chwilę pogadaliśmy i pojechali rozgłaszać dobre wieści gdzie
indziej...
Aktualnie zastanawiam się czy Anita i Damian żyją... Jeśli
tak to mam nadzieję, że dziecku też się nic nie stało... Wracając do
opowieści...
Po tym jak pojechali byłam taka szczęśliwa, że zgodziłam
się z Basią na kompromis... Nie pamiętam zbytnio już co to była za kompromis,
ale ok. Gdy Basia pojechała do domu poszłam zapytać, czy mogę iść na CBF... Jak
się spodziewałam, mama odmówiła. Nie rozpaczałam z tego powodu... Miałam
jeszcze miesiąc...
Gdzieś po tygodniu żmudnych starań zadzwoniłam do Anity i
powiedziałam, że nie potrafię przekonać mamy, by mi pozwoliła jechać
(przeważnie jest tak, że jeśli mama się zgodzi to tata też). Jeśli pytam o
pozwolenie mamy to zawsze jest tak samo, czyli mama wysyła mnie do taty, tata
do mamy i tak w kółko... Po jakimś czasie można się wkurzyć... I oczywiście
musiałam znowu dostać taką zajebistą poradę, a mianowicie, że mam jeszcze dużo
czasu i mam próbować... I kurde jak tu się nie wkurzyć?!
Później, gdzieś na początku miesiąca (może był to nawet
01.05) rozmyślałam o tym wszystkim w szkole, a pamiętam to, bo w trakcie tych
rozmyślań bawiłam się ekierką przyjaciela (Alexa) i oczywiście musiałam ją
połamać... Zarobiłam tym trochę docinków, ale ok... Sam Alex śmiał się ze mnie.
Oczywiście musiał mi też przypomnieć, że to jego jedyna ekierka... Jako
zadośćuczynienie zapytałam, czy nie chciałby pojechać ze mną na CBF... Zgodził
się. Po chwili powiedziałam mu, że jeszcze nie jestem pewna czy wgl pojadę, a
on do mnie ze swoim stwierdzeniem, że znając mnie, na pewno wnerwię kogoś tak
bardzo, że mając mnie już dość, będzie chciał się mnie pozbyć... Debil rzecz
jasna musiał się domyślić (co było kurde cholernie trudne... -_-), że to moi nie
chcą mi pozwolić... Później powiedział (zbyt pewny siebie jak na mój gust), że
mam dać mu znać gdy mi pozwolą... Spoko... Nie ma co...
16.05 w środę (co doskonale pamiętam) znowu przekonywałam
rodziców... Jako argumentu użyłam faktu, że przecież nie wypalę kilograma
trawki. Ciszej dodałam, że najwyżej jednego skręta, czego na szczęście nie
usłyszeli, bo miałabym przerąbane...
W trakcie mojej i mamy dyskusji wtrącił się tata z tekstem,
żeby mi w końcu pozwoliła jechać, co ich zamęczę (co było trochę bardzo
prawdopodobne). W chwili gdy to powiedział zatkało mnie i zaczęłam się na niego
gapić jak jakaś... No... Mniejsze z tym... Powiedzmy po prostu, że byłam
cholernie zdziwiona. Kiedy wreszcie odzyskałam mowę powiedziałam mamie, że nie
opłaca się tak ze mną męczyć i że wiem, że z czasem moje wnerwianie robi się
coraz gorsze... Po chwili zastanowienia zgodziła się.