niedziela, 7 października 2012

Błądzenie po szpitalu (17.05.12)


22.15 piątek, 18.05.2012
[…]
W pierwszym odruchu chciałam pobiec do rodziców. W połowie  drogi przypomniałam sobie, że są w Opolu razem z Szymonem, więc skręciłam na Oddział Wewnętrzny. Wbiegłam na oddział gotowa nawrzeszczeć na pierwszego napotkanego lekarza… i zdałam sobie sprawę, że przez całą drogę nikogo nie minęłam. Wycieńczona, ciężko dysząc oparłam się o futrynę drzwi i rozejrzałam się. Tu także było całkiem pusto. I cicho. Nagle zaczęłam mieć wrażenie że w całym szpitalu słychać moje dyszenie i pędzące tętno. Zdałam sobie sprawę, że nigdy nie biegłam tak szybko bez żadnego przygotowania. Szumiało mi w uszach i bolała każda część ciała, w końcu nie będąc w stanie ustać osunęłam się po powierzchni drzwi na ziemię. Siedząc na granicy holu i OWu czekałam, aż ktokolwiek przechodzący obok będzie mógł zaalarmować jakiegoś lekarza o stanie mojej przyjaciółki.

Ale nikt nie przyszedł.

Spojrzałam na swój zegarek. Było około piątej, więc musiałam spędzić w szpitalu już jakieś pięć minut. Czułam się już lepiej, więc zdecydowałam się nie czekać i sama poszukać ratunku. Wstałam, porozciągałam chwilę obolałe mięśnie i ruszyłam korytarzem w głąb oddziału.

Wszechogarniająca szpital cisza, w połączeniu z absolutnymi pustkami we wszystkich mijanych salach sprawiły, że coraz trudniej było mi zmusić się do uspokojenia skołatanych nerwów i otwarcia następnych drzwi, i następnych, i następnych… Każdy dźwięk był jak ostrze noża przecinające powietrze. Powoli, bezwiednie zaczęłam się skradać, tylko cicho uchylać drzwi zamiast otwierać na oścież, a w końcu zaglądać do pokoi przez szpary pomiędzy zawiasami lub przy futrynie. Już straciłam nadzieję że kogokolwiek znajdę. Sprawdzałam kolejne pokoje raczej z desperacji niż poczucia celu. I wtedy ich znalazłam…

Najpierw usłyszałam pomlaskiwania i szuranie. Stanęłam skamieniała próbując zlokalizować źródło dźwięku. Uznałam, że dochodzi z pokoju po lewej, jakieś cztery metry w głąb korytarza. Powoli podkradłam się do drzwi i odkryłam, że są uchylone. Ostrożnie zajrzałam do środka.

Jakieś czternaście osób siedziało ściśniętych w czteroosobowym pokoju pacjentów. Byli cali brudni, rzucali się na coś jak zwierzęta. Wyglądali, jakby coś szarpali, ale robili to w niezwykłej jak na taką scenę ciszy. Przyjrzałam się dokładniej jednej z osób. Była to młoda lekarka, lecz wyglądała bardzo niezdrowo, a jej twarz wykrzywiał grymas nienawiści czy obrzydzenia… Trzymała czyjąś dłoń. Samą dłoń.
Gdy kilkoro z ludzi się pochyliło do podłogi, pomiędzy nimi mogłam zobaczyć ciała. Pięć rozszarpanych ciał, rozrzuconych po podłodze pomiędzy ucztującymi.

Zachłysnęłam się powietrzem i zatoczyłam do tyłu.

Szuranie w pokoju ustało.

Powrót z treningu (17.05.2012)



22:30 piątek 18.05.2012

            Dopiero teraz mam czas, żeby coś napisać. Jedna chwila, a cały świat zmienił się nie do poznania. Po treningu wróciłam do domu. Szczerze powiedziawszy nic złego się nie stało, dopóki nie przekroczyłam progu internatu. Rzucił się na mnie jakiś człowiek. Chyba uczeń mojej szkoły, ale jakby całkowicie zmieniony. Nie poruszał się szybko. Z jego gardła wydobywał się warkot. Nie zwracał uwagi na moje ostrzeżenia. Na wszelki wypadek nie chowałam po treningu bokkena do specjalnego pokrowca. I to mnie uratowało. Uderzyłam go w głowę, a ten się przewrócił. Nie wiedziałam czy to pomoże więc w razie czego przyjęłam pozycję obronną. Po moim ciosie już się jednak nie ruszył. Nie wiedziałam co robić. Nie będąc pewna co się tak właściwie stało na wszelki wypadek powoli poszłam do pokoju, uważnie rozglądając się na boki. Po drodze napotkałam jeszcze dwóch takich jak on. Kiedy już dotarłam do mojego celu, pierwsze co zrobiłam to zamknęłam dobrze drzwi i osunęłam się na podłogę. Nie wiedziałam co się działo. Od kiedy ludzie zmieniają się w ciągu kilku godzin w krwiożercze bestie? Przecież takie coś było tylko w horrorach! Ukryłam wtedy moją twarz w dłoniach. Pamiętam dokładnie wszystko co się wtedy działo. Każdy najdrobniejszy szczegół, który wolałabym zapomnieć. Nie umiałam pozbyć się natłoku myśli. Pierwszy raz nie wiedziałam co robić. Pierwszy raz bałam się wyjść i stawić czoła czemuś nieznanemu. Bałam się, tak strasznie się bałam.
Dziewczyna, która od 6 roku  życia uczyła się sztuki walki kataną, nagle stała się takim tchórzem, chociaż z tymi trzema poradziła sobie bez problemu. W pewnej chwili moja głowa powędrowała w górę a jedyną myślą były urodziny Moniki i te wszystkie osoby, które były u niej. Sięgnęłam po komórkę i powoli zaczęłam wybierać numery.