poniedziałek, 27 maja 2013

Dawne przyjaźnie = nowe niebezpieczeństwa (17.05.2012)

22.30 piątek, 18.05.2012
[…]
O godzinie 18.01 otworzyłam kluczem drzwi do pokoju 2.07.

Po piekle, jakie przeszłyśmy na korytarzu, ten pokój wydawał mi się nierealnie spokojny. Wszystko wyglądało tak, jak to zostawiłam- pościelone łóżko, biurko z leżącym na nim Niezapominajnikiem, „Gra Endera” z włożoną do środka zakładką leżąca na stoliku nocnym obok nakręcanego budzika, książki szkolne na szafkach, firanki okienne, które Klaudia uparła się powiesić, delikatnie falujące w popołudniowym wiaterku…

Klaudia… leżała spokojnie na swoim łóżku. Była bardzo cicho. Spodziewałam się… nie wiem czego. Utkwił mi w głowie obraz krwi na poduszce i jej okropny, charczący kaszel. Teraz była jednak spokojna, choć nie widziałam jej twarzy, gdyż była odwrócona w stronę ściany. Zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę to wszystko się działo, czy to, co przeżyłam w szpitalu poprzekręcało mi wspomnienia…

W tym momencie zobaczyłam krew na pościeli. Upewniło mnie to, że nie wyobraziłam sobie tego krwawego kaszlu, dziwnego jak na zwykłe przeziębienie.

Wiktoria z cichym skrzypieniem zamknęła drzwi. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że od kilku sekund wpatrywałam się w Klaudię szukając u niej jakichkolwiek oznak życia. Zapytałam Wiki, czy widzi, aby Klaudia oddychała, ale ona tylko kazała mi trzymać się za sobą i powoli nachyliła się nad łóżkiem. Z wyciągniętą bronią, gotowa do ataku! Chciałam zaprotestować, ale w tym momencie Klaudia cicho westchnęła.

Następne chwile są dla mnie trochę zamazane. Zapytałam „Klaudia?”. Moja przyjaciółka otworzyła oczy. Przekrwione oczy szaleńca.

Następnie zwinęła się na łóżku i rzuciła prosto na Wiktorię. Atakowała paznokciami i próbowała ugryźć Wiki.

W jakiś sposób znalazłam się tuż przy nich z metalową nóżką. I zamachnęłam się na swoją najlepszą przyjaciółkę.

Klaudia upadła na ziemię. W tym momencie Wiktoria zaatakowała.

Jeden, szybki ruch. Tyle wystarczyło, aby głowa Klaudii odtoczyła się w zupełnie innym kierunku niż upadało jej ciało…

Potem pamiętam tylko krzyk. Wiktoria próbowała coś do mnie powiedzieć, ale niczego nie słyszałam, a mój wzrok robił się coraz bardziej zamazany. Dopiero po dłuższym czasie zdałam sobie sprawę, że płaczę, oraz że to ja zaczęłam krzyczeć. Siedziałam na podłodze. Wiktoria trzymała mi ręce na ramionach, mówiąc coś i starając się zasłonić samą sobą widok… tego, co pozostało po Klaudii.

Powoli zaczęłam się uspokajać. Przestały mną targać dreszcze, zaczęłam rozróżniać słowa Wiktorii. Uspokajała mnie. Tłumaczyła, że Klaudia na pewno nie chciałaby być w takim stanie. Że na pewno ludzie dotknięci tym przeziębieniem są niebezpieczni bo wariują z bólu, a nie dlatego, że chcą kogoś skrzywdzić. Przysięgała, że powstrzymanie tego bólu to jedyne co mogłyśmy zrobić… oraz że śmierć przyjaciółki była szybka i stosunkowo bezbolesna w porównaniu do innych sposobów… uśpienia… jej.

W końcu uspokoiłam się i odzyskałam oddech. Wtedy usłyszałam szuranie i jęki za drzwiami. Mój krzyk musiał wywabić wszystkich w pobliżu na korytarz. Spojrzałam tylko na Wiktorię. Jej niezachwiana pewność siebie dodała mi odwagi i sił. Widziałam już najgorsze. Byłam już gotowa na wszystko, co mogło tam na nas czekać.

Byłam już także gotowa spojrzeć na Klaudię. Poprosiłam Wiktorię, żebyśmy przynajmniej jakoś okryły ciało. W czasie zawijania Klaudii w jej pościel zauważyłam czerwone smugi. Wiktoria pewnie wytarła o prześcieradło swój miecz. Nie mogłam jej o to winić, nawet sama na wszelki wypadek wytarłam swoją prymitywną broń obok.

Otworzyłyśmy drzwi i wypadłyśmy na korytarz.

Na nowo przeżywałam piekło sprzed piętnastu minut. Jednak teraz miałam poczucie, że to, co robię nie jest kompletnie złe… Znałam tych ludzi, choćby tylko z widzenia. Nigdy nie pomyślałabym aby ci ludzie chcieli stać się potworami. Więc zatrzymywałam potwory. Ale mimo to mordowałam ludzi. Będę potrzebowała dużo czasu, aby poradzić sobie z tym problemem… I jeszcze więcej, aby pogodzić się z uczuciem siły i przechodzącego przeze mnie prądu pobudzającego mnie do działania…

Po jakimś czasie korytarz wyglądał jak wyjęty z horroru o szalonym rzeźniku. A jednak było wokoło bardzo mało krwi… Dopiero w tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że coś z tą krwią jest nie tak. Naprawdę zbyt wolno wypływała. Nie próbowała pomieszać mi w głowie ani w jakikolwiek sposób wysyłać w moją stronę oskarżenia. Po prostu wylewała się tak powoli, jakby ci chorzy byli martwi już od kilku godzin…

Przypomniałyśmy sobie, że przecież należałoby zadzwonić na policję. Schowałyśmy się w pokoju Wiktorii, gdyż byłyśmy pewne że nikogo tam nie spotkamy- Magda była na urodzinach Moniki… Byłam sceptyczna wobec kontaktowania się z policją, ponieważ nie udało mi się wcześniej dodzwonić do szpitala, a obie wiedziałyśmy dlaczego, ale Wiktoria nie traciła nadziei. Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że nie odbiorą… Bałam się, że wystarczy, że na mnie spojrzą i się dowiedzą… Czy nie byli do tego szkoleni? Nie powinni potrafić znaleźć… mordercę?

Będę się musiała bardzo pilnować. I za wszelką cenę unikać walki wręcz. Wygląda na to, że to walka z bliska wzbudza we mnie te… niepożądane… emocje. Choć teraz, gdy to piszę, potrafię je już jakoś ukrywać i wydaje mi się, że nikt nic nie podejrzewa, to w tamtej chwili, będąc ciągle w szoku po odkryciu tej strony swojego charakteru czułam się, jakbym czekała na wyrok śmierci.

Z zamyślenia wyrwał mnie głos mężczyzny dobywający się z komórki Wiktorii...

4 komentarze:

  1. Ciekawe opowiadania, coraz bardziej wciągają :]

    Przepraszam że tutaj, ale nie mam jak się z Wami skontaktować w inny sposób- Nie bylibyście wszyscy zainteresowani udziałem w sesji, w uniwersum postapokalipsy zombie?
    Jeśli by to was zainteresowało to info pod tym numerem gg- 47453292.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie, chociaż nie mamy dużo doświadczenia w roleplay'u, zaledwie kilka sesji Warhammera. No i strasznie trudno jest nas wszystkich razem złapać, jak mamy choć trochę czasu to gramy razem w L4D2 :D No więc odpowiedź brzmi raczej tak, ale trzeba jeszcze dogadać się z resztą

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem za! Świetny pomysł :) Tylko masz jakiś pomysł jakbyśmy mieli to zorganizować? Cieszę się, że nasze opowiadania cię wciągnęły :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wy nie musicie nic organizować :) No może prócz siebie i chęci do pisania. Organizuje ją mój kolega, któremu troszkę pomagam. Planuje wystartować 10 lipca, lecz możliwe że się start trochę opóźni.
    Żeby tu nie zaśmiecać, złapiecie mnie na gg podanym wyżej, wszystko omówimy, wyjaśnię, itd.
    Także zapraszam do udziału ;]

    OdpowiedzUsuń